SIATKÓWKA: Jerzy Bicz: Liczę jednakowo na całą drużynę

 

Jerzy Bicz: Liczę jednakowo na całą drużynę
Mam nadzieję, że zagramy w tym sezonie znacznie lepiej, niż w poprzednim, który uważam za najgorszy w mojej karierze (…). Mam nadzieję, że w tym samym składzie, ale już ustabilizowanym zajmę miejsce w środku tabeli czyniąc to w sposób nie budzący wątpliwości. Każde miejsce poniżej piątego będzie moją porażką - mówi Jerzy Bicz, trener siatkarek Dalinu Myślenice
SEDNO: Rozmawiamy na kilkanaście godzin przed inauguracją kolejnego sezonu siatkarskiego. Już jutro drużyna siatkarek Dalinu, której jest Pan trenerem wyjeżdża na mecz do Rzeszowa. Który to już sezon dla Pana w roli szkoleniowca?
JERZY BICZ: Zaczynałem jako trener w 1974 roku, a zatem łatwo obliczyć.
Liczymy więc szybciutko i … wychodzi nam, że jest Pan z siatkówką jako trener od 37 lat!
To szmat czasu. Proszę nam powiedzieć, jak trener po 37 latach pracy znajduje jeszcze motywację? Dlaczego nie ma dość?
Nigdy nie mam dość czegoś co lubię. Co do motywacji to zawsze chciałem być przy sporcie, zawsze chciałem coś dla niego robić. Ta chęć nie przeszła mi do dziś.
Czy tą chęć właśnie mamy uważać za Pańską motywację do dalszej pracy?
Tak. Jeśli chcę coś zrobić i udaje mi się to, a do tego przychodzi jeszcze satysfakcjonujący wynik, to jest to dla mnie absolutnie motywujące. Motywujący jest także fakt powstania hali z prawdziwego zdarzenia i związana z tym poprawa warunków pracy, chociaż miałbym tutaj uwagę co do godzin, w jakich musimy trenować. Niemniej to, że istnieje wreszcie profesjonalna hala zwalnia mnie z presji, jakiej byłem poddawany przez tyle lat, kiedy musiałem myśleć praktycznie o wszystkim od przygotowania hali do treningu począwszy na proszeniu pań sprzątaczek o to, aby zechciały przetrzeć parkiet kończąc. Teraz mam większy komfort pracy i to jest dla mnie także motywujące.
A motywacja finansowa?
Nigdy nie odgrywała w moim przypadku roli wiodącej. Bywały takie okresy, kiedy zawód trenera uprawiałem społecznie nie pobierając w zamian wynagrodzenia.
Pociągnę jeszcze przez chwilę motyw 37 lat Pańskiej pracy. Czy trener, który pracuje tak długo nie popada w pewnym momencie w rutynę?
Owszem. Łapię się na tym, że mój warsztat pracy staje się trochę monotonny. To efekt rutyny właśnie. Chciałbym zmienić ten stan rzeczy, ale brakuje mi do tego materiału siatkarskiego. Nie ma także, od pewnego czasu kogoś, kto chciałby myślenickiej siatkówce dać gwarancję spokojnego bytu.
Czy ma Pan na myśli sponsora?
Tak. Wciąż mam nadzieję, że do myślenickiej siatkówki wrócą ludzie, którzy kiedyś dali jej potężnego „kopa”. Mam tu na myśli takie osoby jak Jerzy Kasperczyk oraz ludzi z jego otoczenia. Liczę na to, że być może będzie jeszcze okazja do współpracy z nimi.
Jednym słowem wierzy Pan wciąż w to, że myślenicka siatkówka odrodzi się na poziomie, na którym kiedyś już się znalazła, a z którego spadła po pamiętnej sprzedaży miejsca AZS – owi Białystok?
Nie do końca. Zdaję sobie sprawę z faktu jak trudno dzisiaj znaleźć się na siatkarskim piedestale. Wiem jakie są dzisiaj potrzebne środki finansowe na to, aby znaleźć się polskiej elicie siatkarskiej. Zupełnie realne byłoby jednak odrodzenie się naszej siatkówki na poziomie I ligi.
Taki awans to nie tylko pieniądze, to także czynnik ludzki czyli mówiąc najprościej zawodniczki?
Myślę, że z tym nie byłoby problemów. Kiedy patrzę na treningi najmłodszych grup siatkarskich widzę, że z niektórych dziewcząt może być pożytek.
Jakie widziałby Pan możliwości awansu myślenickiej siatkówki do wyższych lig?
Osobiście uważam, że są dwie drogi wiodące do tego, aby stworzyć drużynę walczącą w najwyższych ligach. Jedna prowadzi poprzez zakup wyróżniających się zawodniczek oraz miejsca w danej lidze. Ta droga wymaga jednak kolosalnych nakładów finansowych. Druga droga prowadząca na wyżyny, to droga której ja osobiście jestem zwolennikiem. Polega na osiągnięciu wysokiego poziomu na bazie swoich wychowanek. Jest to dla mnie znacznie zdrowsze podejście do sprawy.
Ten kij ma jednak dwa końce. Z doświadczenia wiemy, że każda wyróżniająca się zawodniczka natychmiast staje się obiektem zainteresowania ze strony bogatszych klubów, a co za tym idzie szybo znika z podwórka, na którym się wychowała. Czy nie miałby Pan obaw, że kiedy już udało by się Panu stworzyć drużynę na miarę awansu mogłaby ona zostać zdekompletowana?
Oczywiście taka obawa zawsze istnieje. Jeśli jednak pojawiają się na horyzoncie siatkarki, które rokują nadzieje, klub musi w takiej sytuacji zrobić wszystko, aby je zatrzymać, aby mogły udanie łączyć naukę ze sportem wyczynowym.
Czy mówiąc o łączeniu nauki ze sportem ma Pan na myśli sytuację z poprzedniego sezonu, kiedy to skarżył się Pan na to, że na treningach brakuje dziewcząt, bo są akurat na zajęciach czy w szkole?
Tak. Była taka sytuacja i myślę, że trzeba jej w tym roku unikać.
Aby zamknąć ten rozdział naszej rozmowy chcę Pana zapytać ostatecznie: czy wierzy Pan w odrodzenie się myślenickiej siatkówki na wyższym niż II – ligowym poziomie? Jeśli tak, to jakie muszą Pańskim zdaniem zostać spełnione warunki, aby tak się stało?
Powiedziałem już wcześniej, że potrzeba pięciu lat na to, aby siatkówka myślenicka mogła liczyć na swoje wychowanki, z których stworzonoby naprawdę dobrą, perspektywiczną drużynę grająca w II lidze i mającą realne szanse na awans do I ligi.
Czy przygląda się Pan od czasu do czasu siatkarskiemu narybkowi? Czy Pańskie doświadczone trenerskie oko dostrzegło jakąś szczególnie utalentowaną zawodniczkę w tej grupie? Czy może Pan podać jakieś nazwisko?
O nazwiska lepiej pytać trenerów prowadzących zajęcia w młodszych grupach, ale przecież jestem w hali w tym samym czasie, kiedy zajęcia odbywają tam grupy młodzieżowe i muszę powiedzieć, że jest kilka dziewcząt dysponujących doskonałymi warunkami fizycznymi i posiadającymi typowo „siatkarską” budowę ciała.
Czy będzie Pan tym trenerem, który za pięć lat stworzy z tych obiecujących siatkarek drużynę awansującą do wyższej kategorii rozgrywek?
Jeżeli nie ja, to na pewno ktoś inny. Mamy przecież całą grupę doskonałych trenerów.
Zapytam Pana zatem inaczej: czy chciałby Pan być tym trenerem?
Tak. Chciałbym.
Świetnie. Ale to, jak sam Pan powiedział, dopiero perspektywa pięciu najbliższych lat. Tymczasem zejdźmy na ziemię i wróćmy do tego co czeka nas w najbliższym czasie. Jak już wspomniałem rozmawiamy na kilkanaście godzin przed inauguracją kolejnego sezonu. Jakie wiąże Pan z nim nadzieje?
Przede wszystkim mam nadzieję, że zagramy w tym sezonie znacznie lepiej, niż w poprzednim, który uważam za najgorszy w mojej karierze (pierwszy mecz sezonu 2011/12 rozegrany na wyjeździe z drużyną Bolesława Rzeszów dalinianki przegrały 3-1 – przyp. WB).
Na czym opiera Pan swoje nadzieje?
W tym roku mieliśmy dużo lepsze warunki do pracy w okresie przygotowawczym. Nie musiałem kompletować drużyny w ostatniej chwili. Mam nadzieję, że w tym samym składzie, ale już ustabilizowanym zajmę miejsce w środku tabeli czyniąc to w sposób nie budzący wątpliwości. Każde miejsce poniżej piątego będzie moją porażką.
A każde powyżej?
Sukcesem.
Zna Pan siłę rywali?
Zawsze jest tak, że początek sezonu to jedna, wielka niewiadoma. Wiem tylko tyle, że zarówno drużyna Wisły, jak i Biłgoraju mają pierwszoligowe ambicje i … budżety. Tak więc rywalizacja z tymi zespołami będzie niezwykle trudna. Ale spore niewiadome to także zespoły z Tarnobrzeg czy z Krosna.
Każdy trener ma w swoim zespole zawodniczki, na które liczy najbardziej, takie które sądzi, że go nie zawiodą. Na które siatkarki najbardziej liczy trener Bicz?
Ten zespół nie ma w swoich szeregach gwiazd. Jest to drużyna niezwykle wyrównana. Byłbym pewnie spokojniejszy, gdyby w mojej drużynie znalazły się dwie gwiazdy, takie na które można zawsze liczyć.
Czy mamy zatem rozumieć, że liczy Pan jednakowo na całą drużynę?
Tak.
Ma Pan w tym sezonie jedną nową twarz w drużynie?
Tak. Natalia Perlińska to siatkarka, która ma sobie coś do udowodnienia. Jest niezwykle pracowita i ambitna. Musi jednak mocno popracować, bowiem pięcioletnia przerwa w grze nie wpłynęła najlepiej na jej formę. Przy jej ambicji i zaangażowaniu oraz warunkach fizycznych jest jednak szansa na to, że wykreujemy ją na wiodącą zawodniczkę. Nie umiem jednak dzisiaj powiedzieć czy nastąpi to po dwóch miesiącach czy może po pół roku?
Natalia Perlińska to nowa twarz w zespole, mamy jednak w tym roku do czynienia także z dwoma powrotami. Jak ocenia Pan come back do drużyny Ani Wojtan i Ani Woźniczki – Mleczek?
Ania Woźniczka – Mleczek wie, że jej powrót do drużyny wykorzystywany będzie do pomocy podczas przyjęcia oraz obrony, na grę pod siatką na razie nie daję jej nadziei. Anka Wojtan natomiast będzie desygnowana do roli drugiej rozgrywającej. Dzisiaj bardzo trudno o dublerkę na tej pozycji, dlatego cieszy mnie decyzja tej zawodniczki o powrocie do zespołu. Liczę na jej doświadczenie i wysokie umiejętności. Nie zapominajmy o tym, że Ania Wojtan była jeszcze niedawno jedną z lepszych rozgrywających w II lidze.
Będzie Panu bardzo brakowało w zespole Joasi Pietrzyk? Zawodniczka ta podjęła decyzję o zmianie barw klubowych i zasiliła zespół z Biłgoraja.
Oczywiście. Joasia była duchem tej drużyny. Na razie nie widzę nikogo, kto mógłby ją w tej roli zastąpić. Mogę powiedzieć, że Joasia była wojownikiem drużyny. Niestety żadna z jej koleżanek nie ma w swoim charakterze wpisanej takie właśnie roli. Będzie jej brakować, ale równie dobrze, pod względem sportowym może ją zastąpić Agnieszka Wojtan.
Wspominaliśmy na początku naszej rozmowy o motywacji trenerskiej. A jaka, Pańskim zdaniem, jest motywacja zawodniczki, która czwarty czy piąty z kolei sezon gra w drużynie drugoligowej nie mającej przed sobą perspektyw awansu do wyższej ligi?
Myślę, że dziewczęta patrzą na swoją grę w sposób realny, poza tym myślę też, że ten sezon może w kilku przypadkach okazać się sezonem przełomowym w kwestii wzniesienia się na wysoki poziom oraz w kwestii łączenia gry i treningów z nauką. Rok temu kilka moich siatkarek rozpoczynało studia, a pierwszy rok studiów jest przecież bardzo ważny. Teraz kiedy okrzepły w nauce, będą mogły więcej czasu poświecić na sport.
Skoro jesteśmy przy kwestii łączenia nauki ze sportem, mam nadzieję, że w tym roku nie będzie Pan musiał narzekać na to, że nie wszystkie zawodniczki docierają na treningi?
Mam taką nadzieję, chociaż wciąż nie jest realizowany nasz postulat o to, abyśmy mogli trenować w hali na Zarabiu w późniejszych godzinach. To pozwoliłoby niektórym zawodniczkom lepiej dostosować grafik zajęć do treningów.
Jaka pora treningów byłaby dla Pana i dla drużyny najbardziej odpowiednia?
Od 19 do 21.
Czyżby nie istniały możliwości dogadania się z zarządzającymi halą w sprawie dostosowania godzin treningów dla siatkarek Dalinu?
Próbowałem negocjować, ale bezskutecznie. Szukamy innych rozwiązań. Rozważamy przeprowadzanie treningów na innych obiektach. To na razie hipoteza. Jeszcze będziemy prowadzić w tym temacie rozmowy.
Czy poza problemami z dostosowaniem godzin treningów musi Pan borykać się z innymi problemami natury organizacyjnej?
Zawsze istnieje pewna obawa o to czy wystarczy środków finansowych na to, aby spokojnie przejść przez sezon. Szefostwo sekcji zapewnia, że takich problemów być nie powinno. Ale obawa zawsze jest.
Kończąc naszą rozmowę chciałbym Pana zapytać: czego można życzyć trenerowi siatkarek Dalinu Myślenice na progu nowego sezonu?
Tego, aby drużynę z daleka omijały kontuzje i aby swoją walecznością na parkiecie siatkarki Dalinu mogły zadowolić i spełnić oczekiwania myślenickich fanów siatkówki.
A zatem tego właśnie Panu życzymy.

 Mam nadzieję, że zagramy w tym sezonie znacznie lepiej, niż w poprzednim, który uważam za najgorszy w mojej karierze (…). Każde miejsce poniżej piątego będzie moją porażką - mówi Jerzy Bicz, trener siatkarek Dalinu Myślenice


Najnowszy numer miesięcznika Sedno w kioskach już od 10 października

SEDNO: Rozmawiamy na kilkanaście godzin przed inauguracją kolejnego sezonu siatkarskiego. Już jutro drużyna siatkarek Dalinu, której jest Pan trenerem wyjeżdża na mecz do Rzeszowa. Który to już sezon dla Pana w roli szkoleniowca?
JERZY BICZ:
Zaczynałem jako trener w 1974 roku, a zatem łatwo obliczyć.

Liczymy więc szybciutko i … wychodzi nam, że jest Pan z siatkówką jako trener od 37 lat! To szmat czasu. Proszę nam powiedzieć, jak trener po 37 latach pracy znajduje jeszcze motywację? Dlaczego nie ma dość?
Nigdy nie mam dość czegoś co lubię. Co do motywacji to zawsze chciałem być przy sporcie, zawsze chciałem coś dla niego robić. Ta chęć nie przeszła mi do dziś.

Czy tą chęć właśnie mamy uważać za Pańską motywację do dalszej pracy?
Tak. Jeśli chcę coś zrobić i udaje mi się to, a do tego przychodzi jeszcze satysfakcjonujący wynik, to jest to dla mnie absolutnie motywujące. Motywujący jest także fakt powstania hali z prawdziwego zdarzenia i związana z tym poprawa warunków pracy, chociaż miałbym tutaj uwagę co do godzin, w jakich musimy trenować. Niemniej to, że istnieje wreszcie profesjonalna hala zwalnia mnie z presji, jakiej byłem poddawany przez tyle lat, kiedy musiałem myśleć praktycznie o wszystkim od przygotowania hali do treningu począwszy na proszeniu pań sprzątaczek o to, aby zechciały przetrzeć parkiet kończąc. Teraz mam większy komfort pracy i to jest dla mnie także motywujące.

A motywacja finansowa?
Nigdy nie odgrywała w moim przypadku roli wiodącej. Bywały takie okresy, kiedy zawód trenera uprawiałem społecznie nie pobierając w zamian wynagrodzenia.

Pociągnę jeszcze przez chwilę motyw 37 lat Pańskiej pracy. Czy trener, który pracuje tak długo nie popada w pewnym momencie w rutynę?
Owszem. Łapię się na tym, że mój warsztat pracy staje się trochę monotonny. To efekt rutyny właśnie. Chciałbym zmienić ten stan rzeczy, ale brakuje mi do tego materiału siatkarskiego. Nie ma także, od pewnego czasu kogoś, kto chciałby myślenickiej siatkówce dać gwarancję spokojnego bytu.

Czy ma Pan na myśli sponsora?
Tak. Wciąż mam nadzieję, że do myślenickiej siatkówki wrócą ludzie, którzy kiedyś dali jej potężnego „kopa”. Mam tu na myśli takie osoby jak Jerzy Kasperczyk oraz ludzi z jego otoczenia. Liczę na to, że być może będzie jeszcze okazja do współpracy z nimi.

Jednym słowem wierzy Pan wciąż w to, że myślenicka siatkówka odrodzi się na poziomie, na którym kiedyś już się znalazła, a z którego spadła po pamiętnej sprzedaży miejsca AZS – owi Białystok?
Nie do końca. Zdaję sobie sprawę z faktu jak trudno dzisiaj znaleźć się na siatkarskim piedestale. Wiem jakie są dzisiaj potrzebne środki finansowe na to, aby znaleźć się polskiej elicie siatkarskiej. Zupełnie realne byłoby jednak odrodzenie się naszej siatkówki na poziomie I ligi.

Taki awans to nie tylko pieniądze, to także czynnik ludzki czyli mówiąc najprościej zawodniczki?
Myślę, że z tym nie byłoby problemów. Kiedy patrzę na treningi najmłodszych grup siatkarskich widzę, że z niektórych dziewcząt może być pożytek.

Jakie widziałby Pan możliwości awansu myślenickiej siatkówki do wyższych lig?
Osobiście uważam, że są dwie drogi wiodące do tego, aby stworzyć drużynę walczącą w najwyższych ligach. Jedna prowadzi poprzez zakup wyróżniających się zawodniczek oraz miejsca w danej lidze. Ta droga wymaga jednak kolosalnych nakładów finansowych. Druga droga prowadząca na wyżyny, to droga której ja osobiście jestem zwolennikiem. Polega na osiągnięciu wysokiego poziomu na bazie swoich wychowanek. Jest to dla mnie znacznie zdrowsze podejście do sprawy.

Ten kij ma jednak dwa końce. Z doświadczenia wiemy, że każda wyróżniająca się zawodniczka natychmiast staje się obiektem zainteresowania ze strony bogatszych klubów, a co za tym idzie szybo znika z podwórka, na którym się wychowała. Czy nie miałby Pan obaw, że kiedy już udało by się Panu stworzyć drużynę na miarę awansu mogłaby ona zostać zdekompletowana?
Oczywiście taka obawa zawsze istnieje. Jeśli jednak pojawiają się na horyzoncie siatkarki, które rokują nadzieje, klub musi w takiej sytuacji zrobić wszystko, aby je zatrzymać, aby mogły udanie łączyć naukę ze sportem wyczynowym.

Czy mówiąc o łączeniu nauki ze sportem ma Pan na myśli sytuację z poprzedniego sezonu, kiedy to skarżył się Pan na to, że na treningach brakuje dziewcząt, bo są akurat na zajęciach czy w szkole?
Tak. Była taka sytuacja i myślę, że trzeba jej w tym roku unikać.

Aby zamknąć ten rozdział naszej rozmowy chcę Pana zapytać ostatecznie: czy wierzy Pan w odrodzenie się myślenickiej siatkówki na wyższym niż II – ligowym poziomie? Jeśli tak, to jakie muszą Pańskim zdaniem zostać spełnione warunki, aby tak się stało?
Powiedziałem już wcześniej, że potrzeba pięciu lat na to, aby siatkówka myślenicka mogła liczyć na swoje wychowanki, z których stworzonoby naprawdę dobrą, perspektywiczną drużynę grająca w II lidze i mającą realne szanse na awans do I ligi.

Czy przygląda się Pan od czasu do czasu siatkarskiemu narybkowi? Czy Pańskie doświadczone trenerskie oko dostrzegło jakąś szczególnie utalentowaną zawodniczkę w tej grupie? Czy może Pan podać jakieś nazwisko?
O nazwiska lepiej pytać trenerów prowadzących zajęcia w młodszych grupach, ale przecież jestem w hali w tym samym czasie, kiedy zajęcia odbywają tam grupy młodzieżowe i muszę powiedzieć, że jest kilka dziewcząt dysponujących doskonałymi warunkami fizycznymi i posiadającymi typowo „siatkarską” budowę ciała.

Czy będzie Pan tym trenerem, który za pięć lat stworzy z tych obiecujących siatkarek drużynę awansującą do wyższej kategorii rozgrywek?
Jeżeli nie ja, to na pewno ktoś inny. Mamy przecież całą grupę doskonałych trenerów.

Zapytam Pana zatem inaczej: czy chciałby Pan być tym trenerem?
Tak. Chciałbym.

Świetnie. Ale to, jak sam Pan powiedział, dopiero perspektywa pięciu najbliższych lat. Tymczasem zejdźmy na ziemię i wróćmy do tego co czeka nas w najbliższym czasie. Jak już wspomniałem rozmawiamy na kilkanaście godzin przed inauguracją kolejnego sezonu. Jakie wiąże Pan z nim nadzieje?
Przede wszystkim mam nadzieję, że zagramy w tym sezonie znacznie lepiej, niż w poprzednim, który uważam za najgorszy w mojej karierze (pierwszy mecz sezonu 2011/12 rozegrany na wyjeździe z drużyną Bolesława Rzeszów dalinianki przegrały 3-1 – przyp. WB).

Na czym opiera Pan swoje nadzieje?
W tym roku mieliśmy dużo lepsze warunki do pracy w okresie przygotowawczym. Nie musiałem kompletować drużyny w ostatniej chwili. Mam nadzieję, że w tym samym składzie, ale już ustabilizowanym zajmę miejsce w środku tabeli czyniąc to w sposób nie budzący wątpliwości. Każde miejsce poniżej piątego będzie moją porażką.

A każde powyżej?
Sukcesem.

Zna Pan siłę rywali?
Zawsze jest tak, że początek sezonu to jedna, wielka niewiadoma. Wiem tylko tyle, że zarówno drużyna Wisły, jak i Biłgoraju mają pierwszoligowe ambicje i … budżety. Tak więc rywalizacja z tymi zespołami będzie niezwykle trudna. Ale spore niewiadome to także zespoły z Tarnobrzeg czy z Krosna.

Każdy trener ma w swoim zespole zawodniczki, na które liczy najbardziej, takie które sądzi, że go nie zawiodą. Na które siatkarki najbardziej liczy trener Bicz?
Ten zespół nie ma w swoich szeregach gwiazd. Jest to drużyna niezwykle wyrównana. Byłbym pewnie spokojniejszy, gdyby w mojej drużynie znalazły się dwie gwiazdy, takie na które można zawsze liczyć.

Czy mamy zatem rozumieć, że liczy Pan jednakowo na całą drużynę?
Tak.

Ma Pan w tym sezonie jedną nową twarz w drużynie?
Tak. Natalia Perlińska to siatkarka, która ma sobie coś do udowodnienia. Jest niezwykle pracowita i ambitna. Musi jednak mocno popracować, bowiem pięcioletnia przerwa w grze nie wpłynęła najlepiej na jej formę. Przy jej ambicji i zaangażowaniu oraz warunkach fizycznych jest jednak szansa na to, że wykreujemy ją na wiodącą zawodniczkę. Nie umiem jednak dzisiaj powiedzieć czy nastąpi to po dwóch miesiącach czy może po pół roku?

Natalia Perlińska to nowa twarz w zespole, mamy jednak w tym roku do czynienia także z dwoma powrotami. Jak ocenia Pan come back do drużyny Ani Wojtan i Ani Woźniczki – Mleczek?
Ania Woźniczka – Mleczek wie, że jej powrót do drużyny wykorzystywany będzie do pomocy podczas przyjęcia oraz obrony, na grę pod siatką na razie nie daję jej nadziei. Anka Wojtan natomiast będzie desygnowana do roli drugiej rozgrywającej. Dzisiaj bardzo trudno o dublerkę na tej pozycji, dlatego cieszy mnie decyzja tej zawodniczki o powrocie do zespołu. Liczę na jej doświadczenie i wysokie umiejętności. Nie zapominajmy o tym, że Ania Wojtan była jeszcze niedawno jedną z lepszych rozgrywających w II lidze.

Będzie Panu bardzo brakowało w zespole Joasi Pietrzyk? Zawodniczka ta podjęła decyzję o zmianie barw klubowych i zasiliła zespół z Biłgoraja.
Oczywiście. Joasia była duchem tej drużyny. Na razie nie widzę nikogo, kto mógłby ją w tej roli zastąpić. Mogę powiedzieć, że Joasia była wojownikiem drużyny. Niestety żadna z jej koleżanek nie ma w swoim charakterze wpisanej takie właśnie roli. Będzie jej brakować, ale równie dobrze, pod względem sportowym może ją zastąpić Agnieszka Wojtan.

Wspominaliśmy na początku naszej rozmowy o motywacji trenerskiej. A jaka, Pańskim zdaniem, jest motywacja zawodniczki, która czwarty czy piąty z kolei sezon gra w drużynie drugoligowej nie mającej przed sobą perspektyw awansu do wyższej ligi?
Myślę, że dziewczęta patrzą na swoją grę w sposób realny, poza tym myślę też, że ten sezon może w kilku przypadkach okazać się sezonem przełomowym w kwestii wzniesienia się na wysoki poziom oraz w kwestii łączenia gry i treningów z nauką. Rok temu kilka moich siatkarek rozpoczynało studia, a pierwszy rok studiów jest przecież bardzo ważny. Teraz kiedy okrzepły w nauce, będą mogły więcej czasu poświecić na sport.

Skoro jesteśmy przy kwestii łączenia nauki ze sportem, mam nadzieję, że w tym roku nie będzie Pan musiał narzekać na to, że nie wszystkie zawodniczki docierają na treningi?
Mam taką nadzieję, chociaż wciąż nie jest realizowany nasz postulat o to, abyśmy mogli trenować w hali na Zarabiu w późniejszych godzinach. To pozwoliłoby niektórym zawodniczkom lepiej dostosować grafik zajęć do treningów.

Jaka pora treningów byłaby dla Pana i dla drużyny najbardziej odpowiednia?
Od 19 do 21.

Czyżby nie istniały możliwości dogadania się z zarządzającymi halą w sprawie dostosowania godzin treningów dla siatkarek Dalinu?
Próbowałem negocjować, ale bezskutecznie. Szukamy innych rozwiązań. Rozważamy przeprowadzanie treningów na innych obiektach. To na razie hipoteza. Jeszcze będziemy prowadzić w tym temacie rozmowy.

Czy poza problemami z dostosowaniem godzin treningów musi Pan borykać się z innymi problemami natury organizacyjnej?
Zawsze istnieje pewna obawa o to czy wystarczy środków finansowych na to, aby spokojnie przejść przez sezon. Szefostwo sekcji zapewnia, że takich problemów być nie powinno. Ale obawa zawsze jest.

Kończąc naszą rozmowę chciałbym Pana zapytać: czego można życzyć trenerowi siatkarek Dalinu Myślenice na progu nowego sezonu?
Tego, aby drużynę z daleka omijały kontuzje i aby swoją walecznością na parkiecie siatkarki Dalinu mogły zadowolić i spełnić oczekiwania myślenickich fanów siatkówki.

A zatem tego właśnie Panu życzymy.

 

Czytaj także

Komentarze

  • 21.10.2011 - 8:52
    kiedy najblizsze mecze w myslenicach? ile biilet? chetnie wpadne popatrzec
    9 1 Cytuj Zgłoś
  • 21.10.2011 - 9:50
    Najbliższy mecz będzie jutro. Pewnie o 18-tej. Poszukaj plakatów.
    9 2 Cytuj Zgłoś
  • 21.10.2011 - 10:06
    dzieki, ale od pazdziernika mieszkam w krk i wracam w piatki wieczorem nie mam mozliwosci szukania plakatow
    8 1 Cytuj Zgłoś
  • 21.10.2011 - 12:41
    Przeszedłem po Myślenicach i nigdzie nie znalazłem plakatów z informacją o meczu, więc pewnie grają na wyjeździe.
    6 1 Cytuj Zgłoś
  • 21.10.2011 - 14:20
    Jakbyście przeczytali artykuł to jutro dziewczyny grają w Rzeszowie także życzę powodzenia w poszukiwaniu plakatów.
    3 5 Cytuj Zgłoś
  • 21.10.2011 - 14:22
    Mecz na wyjeździe siatkarki rozgrywały we środę w Tarnowie z tamtejszą Jedynką i wygrały 1:3. W następnej kolejce tj. jutro siatkarki Dalinu pauzują, a tydzień później grają na wyjeździe z Szóstką Biłgoraj. Kolejny mecz u siebie 5 listopada z Karpatami Krosno.
    5 Cytuj Zgłoś
  • 21.10.2011 - 14:36
    JURKU,JARKU,KRZYŚKU,PAWLE........to były emocje!;)))) i brak miejsc parkingowych przy SZKOLE NR.3
    7 Cytuj Zgłoś
  • 21.10.2011 - 15:12
    gość: och... napisał/a:
    Jakbyście przeczytali artykuł to jutro dziewczyny grają w Rzeszowie także życzę powodzenia w poszukiwaniu plakatów.
    Zrozumienie tekstu czytanego kuleje... Choroba XXI wieku...
    6 Cytuj Zgłoś
  • 21.10.2011 - 15:27
    A kto mówi, że przeczytałem artykuł?
    Z całym szacunkiem dla pana Bicza, jego pracy i drużyny - nie chciało mi się.
    7 8 Cytuj Zgłoś
  • 21.10.2011 - 17:29
    Ja osobiście bardzo dziękuję za zbudowanie fajnego teamu parę lat temu, walkę w 2, 1 a następnie ekstraklasie. To były emocje, super atmosfera, której zapomnieć się nie da. Szkoda, że brakuje sponsorów, bo jednak bez pieniędzy nie da się czegoś osiągnąć w dzisiejszych czasach, gdyż żadna czołowa zawodniczka nie będzie grała za takie pieniądze, jakie otrzymują teraz siatkarki i trenerzy (o ile to prawda, bo wiem to z nieoficjalnych informacji).
    5 Cytuj Zgłoś
Poinformuj o komentarzach