Lato u podnóża Beskidów. Jak przygotować skórę na słońce, szlak i festyny
- 18 czerwca 2026
Mieszkańcy Myślenic mają góry na wyciągnięcie ręki. Chełm widać z okna, a na szczyt można wejść i wrócić w jedno przedpołudnie. I właśnie dlatego łatwo takie wyjście zlekceważyć. O ile wyprawę w Tatry planuje się z wyprzedzeniem – sprawdzając pogodę i pakując profesjonalny plecak – o tyle na Uklejną wiele osób wychodzi spontanicznie, jak na zwykły spacer w parku.
To pułapka. Nawet krótkie wyjście na Chełm może skończyć się piekącą skórą, bolesnym otarciem lub drobnym skaleczeniem. W górach zazwyczaj to suma drobnych niedogodności potrafi zepsuć popołudnie. Większości z nich można jednak uniknąć, o ile zrozumiemy, że beskidzki szlak to swoista mozaika. Chłodne, gęste lasy dają wytchnienie tylko po to, by za chwilę ustąpić miejsca otwartym polanom, na których słońce świeci z pełną siłą. Taka „przeplatanka” sprawia, że skóra musi błyskawicznie reagować na skoki temperatury, co bez wsparcia kończy się pieczeniem i nieprzyjemnym uczuciem ściągnięcia.
Rano: ochrona przed słońcem w górach
O ósmej na Zarabiu bywa chłodno, mgła schodzi znad Raby, a podczas podejścia słońce nie wydaje się groźne. Brak upału nie oznacza jednak braku promieniowania UV.
Według IMGW dawka promieniowania UV w górach rośnie wraz z wysokością – średnio o około 4% na każde 300 metrów. Chełm wznosi się na 614 m n.p.m., Uklejna na 677 m n.p.m., a okoliczne grzbiety Pasma Lubomira i Łysiny sięgają jeszcze wyżej. Nawet jeśli termometr pokazuje przyjemne dwadzieścia kilka stopni, skóra może przyjmować większą dawkę UV, niż podpowiada samo odczucie temperatury. Chmury ograniczają promieniowanie tylko częściowo – szczególnie cienkie lub rozproszone zachmurzenie nie daje pełnej ochrony.
Krem z filtrem warto nałożyć jeszcze przed wyjściem i mieć go pod ręką w trakcie marszu. Najwygodniej od razu skompletować też mały zestaw na drogę: filtr SPF, plastry, środek do dezynfekcji i preparat łagodzący po słońcu. Sieć Super-Pharm łączy drogerię z apteką, więc takie rzeczy można zebrać w jednym miejscu – bez osobnego planowania wyprawy po każdym produkcie.
W południe: otarcia, pęcherze i skaleczenia na szlaku
Po dwóch godzinach marszu zazwyczaj dają o sobie znać błędy w przygotowaniu. Zaczyna obcierać pięta, pasek plecaka drażni ramię, a gałąź zostawia ślad na przedramieniu. Pojedynczo to drobnostki, ale razem potrafią skutecznie odebrać radość z wycieczki.
Rozwiązanie jest lekkie i zmieści się w każdej kieszeni: mała saszetka z kilkoma plastrami, opatrunkiem i chusteczkami antyseptycznymi. Taki zestaw warto przygotować samodzielnie, wybierając plastry, opatrunki i środki do dezynfekcji z kategorii skaleczeń, urazów i oparzeń.
Najwięcej drobnych kontuzji zdarza się nie podczas podejścia, gdy mięśnie nie są zmęczone, lecz na zejściu. Zmęczenie osłabia koncentrację – wtedy częściej patrzymy na widoki niż pod nogi. Właśnie w takich momentach plaster w kieszeni potrafi uratować resztę spaceru.
Wieczorem: regeneracja skóry po dniu na słońcu
Powrót z gór około czwartej często jest dopiero wstępem do wieczora. Lato pod Beskidami to czas festynów, grilli i pikników rodzinnych. Jeden dzień potrafi zacząć się na leśnym szlaku, a skończyć kilka godzin później przy scenie ustawionej na zakurzonym boisku.
To wieczorem najczęściej widać skutki całodniowej ekspozycji na słońce, pot i kurz. Jeśli mimo filtra skóra jest rozgrzana, kluczowe są pierwsze godziny: chłodniejszy prysznic, nawodnienie organizmu i preparat łagodzący z pantenolem lub aloesem. Przy większych pęcherzach lub głębszych otarciach lepiej nie improwizować z domowymi sposobami, tylko skonsultować się z farmaceutą.
Najbliższa góra też wymaga szacunku
Mieszkanie w sąsiedztwie lasu to duży komfort, który jednak usypia czujność. Skoro Beskidy są tak blisko, łatwo traktować je jak przedłużenie osiedlowego ogrodu. Tymczasem to nadal góry: z ostrym słońcem, nierówną ścieżką i zejściami, które obciążają stawy.
Wystarczy wyrobić w sobie prosty nawyk wrzucania do plecaka tych kilku podstawowych rzeczy: wody, filtra i małej apteczki. To właśnie te drobne decyzje decydują o tym, czy po wycieczce zapamiętamy panoramę Beskidów, czy jedynie piekący kark i bąbel na pięcie. Przy tak pięknej okolicy szkoda psuć sobie lato przez drobiazgi, którym tak łatwo zapobiec.