Historia Lekkostrawna

Nerwica frontowa

Nerwica frontowa
Fot. Piotr Jagniewski

Problem niezrozumienia to wartość ponadczasowa. Mały pokoik oklejony brudną tapetą w paski przecięto wpół blatem urzędowego stołu. Wybiła godzina dziesiąta, skrzypnęły drzwi, wpuszczając do środka kolejnego petenta...

 

Szarozielony korytarz pododdziału tętni pustką. Wojsko wyszło na śniadanie. Jedynie przy biurku podoficera dyżurnego kręci się dwóch zmęczonych życiem i służbą żołnierzy. Są młodzi, żaden z nich nie zaznał walki. Siedzą jak zwykle, trawiąc czas i cierpliwie rozmawiając o niczym.

W wypolerowaną podłogę długiego korytarza zastukały podeszwy wojskowych butów. Twarde kroki – odbite echem pustych ścian – zaburzyły naturalny tok życia pododdziału. Szeregowi zerwali się ze swoich miejsc. Strach przed pagonem postawił ich na baczność.

– Spokojnie, nie trzeba – powiedział porucznik, zajmując jedno z wolnych krzeseł. Wbił wzrok w podłogę, opuszczając głowę pokrytą przedwczesną siwizną. Trąc nerwowo dłonią o dłoń, siedzi i milczy, wprowadzając żołnierzy w zakłopotanie. Nieprzytomne oczy patrzą, lecz nie widzą.

Niezręczną ciszę przerwał przeciąg. Trzasnęły drzwi jednej z wietrzonych sal. Oficer zerwał się na równe nogi, przewracając krzesło. Zapiekło nigdy nie zagojone piętno Afganistanu. Porucznik wyprostował się, całą siłę woli skupił na tym, by opanować panikę i nie okazać tego, że nie wie, gdzie jest i jak ma wrócić do swojej kancelarii. Na twarzach żołnierzy pojawiły się złośliwe grymasy. Za odchodzącym oficerem po wypastowanej posadzce korytarza pełzł chichot i złośliwe szepty.

Problem niezrozumienia to wartość ponadczasowa. Mały pokoik oklejony brudną tapetą w paski przecięto wpół blatem urzędowego stołu. Wybiła godzina dziesiąta, skrzypnęły drzwi, wpuszczając do środka kolejnego petenta. Niewysoki pan w mocno średnim wieku wszedł, podpierając się laseczką.

– Dzień dobry. Proszę usiąść – powiedział doktor Władysław Szumski. – W dniu dzisiejszym wraz z komisją lekarską mamy orzec o pańskiej zdolności lub niezdolności do pracy – dodał, przecierając spocone czoło chusteczką.

Gdzieś w kącie pomieszczenia zastukała maszyna do pisania, chciwie przetwarzając każde zdanie w zbiór atramentowych znaków – „Myślenice. Protokół L: 9561/28 z dnia 12 lipca 1928 r. z komisyjnego badania …” – młoda stenotypistka z przejęciem wykonuje swoją pracę, nieświadomie utrwalając czyjąś historię. Pomimo wczesnej godziny jest gorąco i duszno. W powietrzu pachnie latem i zbliżającą się burzą. Zasiadający w komisji podchorąży Szkoły Podchorążych Sanitarnych zarzucił nonszalancko nogę na nogę. Nudzi go tu niemal wszystko – małe miasteczko, monotonia lekarskich praktyk, brak rozrywek.

Jedyne co budzi jego zainteresowanie, to stenotypistka, młoda i ładna dziewczyna świadomie ignorująca jego obecność. Podchorąży po wielkomiejsku zapalił papierosa. Zaciągnął się tytoniowym dymem, zagęszczając i tak ciężkie już powietrze. Trzepocząc w powietrzu gaszoną zapałką, spogląda na dziewczynę, czekając na okazję do zrobienia na niej wrażenia.

– Jest pan urzędnikiem państwowym, zaprzestał pan wykonywania pracy w kwietniu, mamy lipiec, proszę opowiedzieć, jak do tego doszło – kontynuował doktor Szumski.

– Jesienią 1914 roku, w czasie wielkiej wojny, zostałem ranny wskutek wybuchu rosyjskiego granatu… – rozpoczął z pewną trudnością badany.

– Toś się pan nie nawojował – wtrącił półgłosem młody podchorąży, obracając w dłoni papierosa.

Zapadła cisza. Badany uniósł powoli głowę, topiąc w surowym spojrzeniu butę młodzieńca.

– Pan w tym czasie, jak sądzę, fasował mleko z maminej kuchni i strzelał w pieluchy. Nie wiem, czy zasady się zmieniły, ale mówi pan do oficera, więc proszę usiąść jak należy i wykonywać swoje zadania – odpowiedział spokojnie badany.

– Zaprotokołować ? – zapytała z przekąsem, wyraźnie zadowolona z obrotu sprawy, stenotypistka.

– Gorąco tu – powiedział młodzieniec, oblewając się rumieńcem – chyba będzie burza – dodał odkrywczo.

Doktor Szumski uśmiechnął się. – Dziękuję pani bardzo, nie trzeba – powiedział z udawaną powagą w głosie. – A pana proszę o kontynuowanie.

– Nie pracuję, ponieważ nie mogę. Noce spędzam bezsennie. Jeśli usnę, dręczą mnie koszmary. Szybko nużę się i stale czuję się wyczerpany. Stronię od ludzi, nie jestem w stanie zapamiętać prostych rzeczy – mężczyzna zamyślił się, maszyna przestała stukać, zapadła cisza. – Jeśli to, o czym mówiłem, pozostanie niezrozumiałe – powiedział, spoglądając wymownie na podchorążego – dodać mogę, że brałem udział w wielkiej wojnie, walczyłem również z bolszewikami.

Byłem ranny. Nogi i brzuch mam pokryte bliznami. W udzie do dziś tkwią trzy odłamki granatu – zdjęcie rentgenowskie znajduje się w szpitalu wojskowym w Krakowie. Rany poraziły układ nerwowy, cierpię na częściowe porażenie czucia. Serce mam przerośnięte i zniszczone, o czym pan doktor wie. Do tego miażdżyca tętnic i rozszerzenie aorty. – Zamilkł, zamyśliwszy się na chwilę. – Ale i tak najgorsze są nerwy … – dodał.

– Wystarczy – przerwał zdecydowanie doktor Szumski. – Jako funkcjonariusza państwowego uznaje się pana za niezdolnego do dalszej służby i przenosi w stan spoczynku – powiedział, wyciągając rękę po protokół do podpisania. Urzędowa pieczęć uderzyła czerwienią w biel papieru, zamykając sprawę. 

Artykuł swoją premierę miał w papierowym wydaniu magazynu MiastoInfo:

 

Powiązane tematy

Tyfus plamisty
Historia Lekkostrawna 8

Tyfus plamisty

Jest wiele form oporu opartych na różnych ideach i wartościach. Najsilniejszy jest jednak ten zrodzony z głodu i woli przetrwania Jest rok 1943. Prosty wie...

Komentarze

Zobacz więcej

Recepta na medal
Historia Lekkostrawna 4

Recepta na medal

„Z draństwem nie należy się godzić, z draństwem trzeba walczyć ze wszystkich sił, walce z draństwem należy poświęcić wszystko. Ja tak zrobiłem i nie żałuję”...

Chrzest bojowy
Historia Lekkostrawna 11

Chrzest bojowy

Jest grudzień 1914 roku. Ze wschodu na zachód, od Dunajca w kierunku Raby, tupiąc podkutymi buciorami, maszeruje wielka wojna. Miliony mężczyzn poszły w kamas...

Umarł dziś Towarzysz Stalin
Historia Lekkostrawna 1

Umarł dziś Towarzysz Stalin

Myślenice, rok 1953. Poniedziałkowy wieczór zgasił światło i tak przykrótkiego marcowego dnia. Jest zimno. Strach skuł miasto cienką warstwą lodu. Trwa epidem...