Historia Lekkostrawna

Kiedy wieje wiatr historii, śmieci unoszą się najwyżej

Kiedy wieje wiatr historii, śmieci unoszą się najwyżej

We wsi, z której do Myślenic chodziło się piechotą, mieszkał złodziej. Nic w tym nadzwyczajnego, każdy czas ma swój margines. Złodziej, jak to złodziej, kradł – taka praca, zwykle robił to podczas myślenickich jarmarków.

We wrześniu 1939 roku zawiał wiatr z zachodu. Strach wygonił mieszkańców z Myślenic, ruszyli na wschód. Zaczął się czas złodziei...

 

We wsi, z której do Myślenic chodziło się piechotą, mieszkał złodziej. Nic w tym nadzwyczajnego, każdy czas ma swój margines. Złodziej, jak to złodziej, kradł – taka praca, zwykle robił to podczas myślenickich jarmarków.

Bieda okresu międzywojennego wybaczała wiele i kradło wielu. Życie złodzieja miało swój cykl: kradzież, ucieczka, areszt, picie wódki i tak na zmianę w różnych konfiguracjach. Wszystkie elementy tworzyły spójną całość, żaden z nich nie był ani zbędny, ani niepotrzebny. Przyszedł też czas na sformalizowanie związku z pracą. W roku 1934 w komisariacie Policji Państwowej w Myślenicach złodziejowi założono teczkę i oficjalnie nazwano go złodziejem. Nie mógł się z tego oficjalnie cieszyć, ponieważ nie potrafił ani czytać, ani pisać. Dopełnił jednak ceremonii, stawiając trzy atramentowe krzyżyki pod urzędowym pismem. Mijał czas, teczka pęczniała – nic w tym dziwnego, zwykła robota operacyjna.

We wrześniu 1939 roku zawiał wiatr z zachodu. Był gorący i ciężki od dymu, niósł ze sobą duszny zapach spalonych ciał. Zaczął się czas złodziei. Strach wygonił mieszkańców z Myślenic, ruszyli na wschód. Ich dobytek stał się łatwym łupem. To był dobry i pracowity czas dla złodzieja. Media nie kłamią, stało się tak, jak powiedziano w radiu: „wszelkie sprawy i zagadnienia zeszły na plan dalszy” – pozostałej części wypowiedzi nie chciał słyszeć. Kiedy inni walczyli i ginęli, on kradł, obrastając tłuszczem dobrobytu. Wojna otwarła nowy rozdział w jego życiu – podczas ewakuacji archiwum policyjne wyjechało na wschód, teczka gdzieś się zawieruszyła. 5 września do miasta wkroczyli Niemcy, w myślenicki bruk ze stalowym chrzęstem uderzyły gąsienice transporterów opancerzonych – Niemcy imponowali mu swoją potęgą.

W ciągu pięciu lat wojny nikt w Europie nie trzymał tak porządnie i tak wysoko rąk uniesionych do góry jak nasz złodziej. Szybko też porozumiał się z nowymi władzami. Teczka gdzieś przepadła, ale wiedza operacyjna granatowych policjantów pozostała. Trzeba było się dogadać. Niemcy dali mu spokój, ale za to trzeba było zapłacić informacjami. Tym samym ze zwykłego złodzieja awansował na donosiciela i zdrajcę. Niemcy założyli mu teczkę – nic w tym dziwnego, zwykła robota operacyjna. Zdrajca zaakceptował swoje miejsce w świecie, jako podczłowiek przychodził myć okna w niemieckich gabinetach. Po każdej takiej wizycie ginęli ludzie. To był dobry czas dla złodzieja, ale marny dla zdrajcy. Przewrotny wiatr zmienił kierunek. Lokalnemu oddziałowi polskiego podziemia nie spodobało się mycie okien, więc wydano na niego wyrok. Dwukrotnie cudem wymknął się śmierci, dwukrotnie uciekał przed kulami tnącymi mroźne powietrze. Nie tak zaplanował swoją przyszłość, od teraz musiał żyć, oglądając się za siebie.

Zima 1945 roku przyniosła mroźny wiatr ze wschodu. Był ciężki od kłamstw. Z trudem unosił hasła wypisane na płachcie czerwonego od krwi sztandaru. Rewolucyjną wolność wyhaftowano na nim nićmi milionów ludzkich istnień i krzywd. 21 stycznia, na szczęście dla złodzieja i zdrajcy, przyszło ruskie wyzwolenie. Potęga Armii Czerwonej nieco różniła się od tej niemieckiej, ale złodziej i zdrajca nie miał wyboru. W ciągu pięciu lat wojny nikt w Europie nie witał z takim zaangażowaniem wkraczających wojsk. Nawet Lenin z plakatu nie potrafił tak pięknie machać czerwoną flagą, jak on machał. Rosjanie zabrali mu co prawda zegarek, ale okraść złodzieja, to podobno nie jest grzech. Archiwum gdzieś wyjechało, teczka gdzieś się zawieruszyła, ale została wiedza operacyjna Niemców wcielonych do NKWD.

Życie złodzieja i zdrajcy nie należy do najłatwiejszych – trzeba było znów dojść do porozumienia. Nie było z tym trudności, człowiek splamiony działalnością przestępczą, współpracą z Niemcami, nielubiany przez nację zasilającą personel Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, to idealny materiał na funkcjonariusza tej instytucji. Złodziej i zdrajca stoi pod ścianą i wszystko zawdzięcza swoim mocodawcom. Nie zdradzi, ponieważ już to zrobił. Każdego dnia będzie udowadniał swoje oddanie i wierność. Dla pewności kazano mu pobić więźnia i założono teczkę – nic w tym dziwnego, zwykła robota operacyjna. Tym samym ze zwykłego złodzieja i zdrajcy awansował na oprawcę.

Swoją pracę wykonywał sumiennie i z oddaniem – za co awansował. Przełożeni klepali go po ramieniu, dostał nawet nagrodę w postaci zegarka, choć tych miał aż nadto. Pomimo wiernej służby, lokalna społeczność pozostała niewdzięczna. W 1953 r. znów próbowano go zlikwidować. Przeżył, pomimo postrzału w pierś. Cierpiał bardzo – za ojczyznę. Dopadła go jednak siła straszniejsza od bólu. Przyszła do niego nocą, nie szanując bieli szpitalnego łóżka. Niektórzy twierdzą, że to morfina. Inni, że sumienie. To ostatnie budzi się podobno nawet w najgorszej kanalii. Szepce ustami okradzionych i zdradzonych. Wyje nieludzko głosami katowanych, gwałconych i bitych. Dręczy, szarpie, nie daje spokoju. Nie wytrzymał. Drżąca, pokryta medycznym fioletem dłoń otwarła futerał skórzanej kabury. Zimna stal pistoletu dotknęła rozpalonej gorączką skroni. Palec przesunął się po spuście. Złodziej, zdrajca i oprawca oprzytomniał, otwierając oczy. – Przecież Boga nie ma – powiedział sam do siebie, odkładając pistolet.

Nie każdy dał się unieść wiatrowi historii. Przy drodze, niemal w rowie, pochowano tych, którzy walczyli z Niemcami. Leżą tam tak, jak padli, bez honorów, wrzuceni w lej po bombie. Gdyby nie zwykli mieszkańcy i drewniany krzyż, świat dawno zapomniałby o ich obecności. Dziś święto – rocznica. Wszystko jest tak, jak być powinno – są władze, jest kapłan, wspólnie pamiętają i szanują. Tuż obok marzną dzieci wyrwane ze szkolnych ławek. W centrum, w uroczystej zadumie kiwa się bohater tej opowieści. Dzwoni medalami za zasługi i ranę odniesioną w walce z wrogami narodu. Nie marnował czasu. Złodziej, donosiciel, zdrajca i oprawca awansował na działacza partyjnego. Założono mu teczkę – nic w tym dziwnego, zwykła robota operacyjna.

Artykuł swoją premierę miał w papierowym wydaniu magazynu MiastoInfo:

Powiązane tematy

Nerwica frontowa
Historia Lekkostrawna 0

Nerwica frontowa

Problem niezrozumienia to wartość ponadczasowa. Mały pokoik oklejony brudną tapetą w paski przecięto wpół blatem urzędowego stołu. Wybiła godzina dziesiąta, s...

Tyfus plamisty
Historia Lekkostrawna 8

Tyfus plamisty

Jest wiele form oporu opartych na różnych ideach i wartościach. Najsilniejszy jest jednak ten zrodzony z głodu i woli przetrwania Jest rok 1943. Prosty wie...

Komentarze (2)

  • mysleniczaninzdziada 22 maj

    Z przyjemnością czytam Pana teksty w kolejnych wydaniach, ten przeczytałem jednym tchem!!! Mógłby trwać dłużej pokazać ciąg dalszy

    13 1 Odpowiedz
  • Dorota Jawor-Markus 22 maj

    Jak zwykle - artykuł, który dużo do myślenia (,,,) zawsze warto byś przyzwoitym - parafrazując "profesora" Bartoszewskiego. Dzięki wielkie :)

    6 1 Odpowiedz

Zobacz więcej

Recepta na medal
Historia Lekkostrawna 4

Recepta na medal

„Z draństwem nie należy się godzić, z draństwem trzeba walczyć ze wszystkich sił, walce z draństwem należy poświęcić wszystko. Ja tak zrobiłem i nie żałuję”...

Chrzest bojowy
Historia Lekkostrawna 11

Chrzest bojowy

Jest grudzień 1914 roku. Ze wschodu na zachód, od Dunajca w kierunku Raby, tupiąc podkutymi buciorami, maszeruje wielka wojna. Miliony mężczyzn poszły w kamas...

Umarł dziś Towarzysz Stalin
Historia Lekkostrawna 1

Umarł dziś Towarzysz Stalin

Myślenice, rok 1953. Poniedziałkowy wieczór zgasił światło i tak przykrótkiego marcowego dnia. Jest zimno. Strach skuł miasto cienką warstwą lodu. Trwa epidem...