Myślenice

W 80 rocznicę "Czarnej niedzieli" uczcili pamięć po zamordowanych myśleniczanach

W 80 rocznicę "Czarnej niedzieli" uczcili pamięć po zamordowanych myśleniczanach

We wtorek uczczono 80 rocznicę „czarnej niedzieli”. Data 23 czerwca 1940 roku zapisała się w historii Myślenic jako jedna z najtragiczniejszych.

Niemieccy okupanci aresztowali 35 myśleniczan i wywieźli ich do więzienia w Krakowie, skąd już nigdy nie wrócili

W trakcie okupacji w siedzibie myślenickiej poczty w nocy z soboty na niedzielę (22/23 czerwca 1940 roku) doszło do wybuchu. Niemcy uznali go za zamach i w myśl odpowiedzialności zbiorowej w niedzielę 23 czerwca aresztowali 35 myśleniczan, których wywieziono do więzienia na ul. Montelupich w Krakowie.

Ponieważ nie znalazł się sprawca zamachu w kolejnych dniach 29 wywieziono do Fortu w Krzesławicach i tam rozstrzelano. Pozostałych 6 mieszkańców Myślenic trafiło do obozów koncentracyjnych, gdzie zginęli.

Co roku pod tablicą pamiątkową wmurowaną w ścianę siedziby Komendy Powiatowej Policji zbierają się mieszkańcy Myślenic wraz z samorządowcami, aby pamięć o swoich przodkach.

 

W Monografii Miasta Myślenice tak o „Czarnej Niedzieli” pisze Paweł Lemaniak:

"W celu sterroryzowania buntującego się społeczeństwa Niemcy organizowali pacyfikacje […] W Myślenicach pierwsza z akcji przeszła do historii jako "Czarna niedziela". Do jej przeprowadzenia Niemcy posłużyli się prowokacją. W nocy z 22 na 23 czerwca ok. godz. 11 przez okno jednego z pomieszczeń myślenickiej poczty wrzucona została butelka z karbidem, której wybuch zranił pracującą tam telefonistkę.

Wydarzenie to dało Niemcom pretekst do przeprowadzenia akcji aresztowań, które rozpoczęły się w godzinach nocnych. W pierwszej kolejności zatrzymali oni dziesięciu zakładników pilnujących porządku w mieście. Kolejne aresztowania nastąpiły w godzinach przedpołudniowych. Prowadziła je żandarmeria, której oddział przyjechał do Myślenic w godzinach rannych.

Miasto zostało zamknięte przez patrole niemieckie, tak aby uniemożliwić ucieczkę osobom przeznaczonym do zatrzymania, a mieszkańcom nakazano aby nie wychodzili z domów. Pomimo to wiele osób zdołało uciec i schronić się w okolicznych lasach. W tym samym czasie patrole wchodziły do domów, przeprowadzając rewizje i zatrzymując kolejnych ludzi. Ich wybór nie był przypadkowy, aresztowano tych, którzy w przekonaniu Niemców stanowili zagrożenie dla stabilności okupacyjnego ładu. W trakcie rewizji zabierano radioodbiorniki, flagi państwowe, pieczęcie i fotografie poszukiwanych osób wyrywane z rodzinnych albumów.

Aresztowanych zamknięto w ogrodzie znajdującym się naprzeciw budynku myślenickiego "Sokoła". Miejsce przetrzymywania myśleniczan otoczone było murem, mimo to niektórym rodzinom udało się dostarczyć żywność dla aresztowanych. Był to też ostatni moment, w którym możliwa była ucieczka, nikt jednak nie zdecydował się na jej podjęcie. Około godziny 2 po południu zatrzymanych zaprowadzono pod budynek poczty. Tam ustawiono ich pod ścianą i nakazano stać z rękami podniesionymi do góry. Dzień był wyjątkowo upalny, stojący pod ścianą ludzie mdleli. Jeśli ktoś opuścił ręce bądź poruszył się, był bity lub kłuty w plecy bagnetem. Niemcy żądali, aby ujawniły się osoby odpowiedzialne za atak, starali się przy tym wywrzeć jak największą presję psychiczną na zatrzymanych, często wykrzykując komendy i przeładowując broń. Jedynie dwu zatrzymanym kobietom - Zofii i Antoninie Gorączko - pozwolono, aby usiadły na murku otaczającym budynek poczty.

Zatrzymani myśleniczanie podzieleni zostali na dwie grupy. Tych, których przeznaczono na śmierć, ustawiono po prawej stronie budynku, osoby zgromadzone po lewej stronie zwolniono, nakazując jak najszybciej udać się do domów. Ostatecznie do więzienia na Montelupich w Krakowie wywiezionych zostało 35 osób. Przewieziono ich około godziny 4 po południu autobusem relacji Kraków-Myślenice oraz na ciężarówkach eskortowanych przez żandarmerię. Los osadzonych w przepełnionym więzieniu na Montelupich myśleniczan rozstrzygnął się szybko. Oświadczono im, że jeśli nie znajdzie się sprawca zamachu na pocztę, wszyscy zostaną rozstrzelani.

28 czerwca grupa więźniów wywieziona została na teren poaustriackich fortów w Krzesławicach, gdzie zmuszono ich do kopania grobów. Myśleniczanie zdawali sobie sprawę, że kopią groby dla siebie. Przed świtem 29 czerwca wprowadzono ich na korytarz więzienny i tam odczytano wyrok śmierci, informując, że wykonany zostanie tego samego dnia. Podczas jego odczytywania Zofia Gorączko zemdlała, nieprzytomną zaniesiono do samochodu, którym wieziono skazańców do Krzesławic. W drodze na miejsce egzekucji myśleniczanie wyrzucali z ciężarówek opakowania z papierosów oraz fragmenty odzieży, na których pisali listy pożegnalne do swoich rodzin. Część z nich, podniesiona przez przechodzących ludzi, trafiła we właściwe ręce.

Po przywiezieniu na teren fortu rozpoczęły się egzekucje, zabijano pojedynczym strzałem w tył głowy. Jako pierwsze na własną prośbę rozstrzelane zostały siostry Gorączkówny. Po wojnie podczas ekshumacji odnaleziono je tak, jak zginęły - obejmujące się nawzajem. W Krzesławicach rozstrzelano 29 myśleniczan, pozostałe 6 osób zginęło w obozach koncentracyjnych i innych miejscach.

Wiadomość o śmierci aresztowanych przesłana została wraz z rzeczami burmistrzowi Janowi Krzyszkowskiemu./ Rodziny zamordowanych poinformowano o śmierci ich bliskich za pośrednictwem myślenickiej żandarmerii, która roznosiła do domów rzeczy osobiste aresztowanych oraz powiadomienia o zgonie. Jako miejsce zgonu podawano areszt, a jako przyczynę - czynniki zdrowotne, takie jak zawał serca czy udar mózgu. Myśleniczanie długo nie mogli uwierzyć w śmierć swoich bliskich, wątpliwości w tym względzie rozwiały ostatecznie ekshumacje przeprowadzone po wojnie na terenie Krzesławic. Prowadzono je od października do grudnia 1945 r.,w ich trakcie wzywane były rodziny, które identyfikowały szczątki swoich bliskich. "Czarna niedziela" była pierwszą w czasie okupacji tak drastyczną akcją niemiecką w Myślenicach.

Wyjątkowym świadectwem dokumentującym opisywanie wydarzenia jest dziesięć fotografii wykonanych przez jednego z Niemców, biorącego udział w aresztowaniach. Autor zdjęć zaniósł negatyw do wywołania fotografowi Mieczysławowi Gorączce, któremu nakazano wykonanie odbitek. Żona Mieczysława, znająca język niemiecki, zajęła Niemców rozmową, odwracając ich uwagę. W tym czasie Mieczysław Gorączko, narażając życie, wykonał dodatkowe odbitki, które natychmiast ukrył, dzięki czemu przetrwały wojnę. Inna relacja mówi o tym, że Niemiec przyniósł film wieczorem, a odebrał go rano wraz ze zdjęciami".

Ofiary „Czarnej Niedzieli”: Emil Bicz, Tadeusz Bursztyn, Antoni Burtan zakładnik, Kazimierz Burtan, Roman Czepiel, Adam Dutkiewicz, Kazimierz Dutkiewicz, Józef Fijał, Wincenty Frączek zakładnik, Jan Gębicki, Marian Gębicki, Jan Goławiecki, Józef Goławiecki zakładnik, Abraham Goldblum, Roman Gorączko, Jerzy Gorączko, Antonina Gorączkówna, Zofia Gorączkówna, Stanisław Hołuj, Wojciech Hosaja zakładnik,Czesław Adam Janowski, Stanisław Jędrzejowski zakładnik, Andrzej Miętus zakładnik, Kazimierz Orzechowski, Roman Piesch, Mieczysław Pilch, Kazimierz Skóra zakładnik, Socina, Antoni Stożek, Stanisław Syrek zakładnik, Antoni Święch zakładnik, Karol Święch, Franciszek Ujczak, Zygmunt Udziela, Piotr Wierciak zakładnik.

 

Powiązane tematy

Komentarze

  • 24 cze

    Człowiek człowiekowi zgotował ten los :-(

    7 Odpowiedz
  • OKOKI 24 cze

    Nie człowiek a diabły w ludzkiej skórze zwane NIEMCAMI chore z nienawiści do Polaków.

    13 1 Odpowiedz
  • 25 cze

    I dlatego pamiętajcie że Polacy zawsze powinni się trzymać razem, jesteśmy wspaniałym narodem , szkoda że tak wielu ludzi tak latwo potrafi ten kraj zmieszać z błotem:(

    4 Odpowiedz
  • Brak zdjęcia
    27 cze

    To nie tyle ludzie, co władza. Tym bardziej uważać na radykalne hasła. Nacjonalizm to ideologia swoistego egoizmu, stawiająca jednych ponad drugimi. W to wierzył Hitler, a raczej tym uzasadniał wszystkie bestialstwa państwa faszystkowskiego, a z góry na dół była drabinka i ci co mordowali wykonywali rozkazy, czyli traktowali to jako pracę.

    Budzący się dziś w Europie (przy dużym udziale Rosji) nacjonalizm też szuka zaczepienia, punktów na których mógłby żerować i wzrastać zatruwając nasz pokój. Ktokolwiek dziś próbuje siać niezgodę, budzić demony, powinien dwa razy się zastanowić. Zwłaszcza politycy. Dla jakiejkolwiek korzyści. Nie jesteśmy ideologią, jesteśmy ludźmi.

    1 Odpowiedz
  • 3 lip

    Co to za Pani stoi koło tego pzrebierańca pod tablicami? Naoczny świadek tych wydarzeń?

    Odpowiedz

Zobacz więcej