Wywiad

Grzegorz Ostafin: Coraz więcej ludzi chce mieszkać na wsi, ale pracować i zarabiać już poza nią

Grzegorz Ostafin: Coraz więcej ludzi chce mieszkać na wsi, ale pracować i zarabiać już poza nią
Fot. Piotr Jagniewski

Życie na wsi zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Nie ma już takiej biedy jak kiedyś, coraz więcej ludzi chce mieszkać na wsi, ale pracować i zarabiać już poza nią. Już prawie, że się nie gospodarzy… od czasu do czasu nie jednemu się wyrwie jakie słowo „po nasemu”, ale to już nie jest gwara

— mówi Grzegorz Ostafin, zdobywca nagrody publiczności i wyróżniony w Ogólnopolskim Konkursie na Gadkę Roku.

Po raz trzeci mieszkaniec Trzebuni walczył o nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie na Gadkę Roku. Tegorocznym tematem konkursu organizowanego przez wydział polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego przy współpracy z Sekcją Dialektologii i Socjolingwistyki Koła Naukowego Językoznawców Studentów UJ – było „Gadajcie, w co Wasi dziadkowie się we wsi bawili”. Grzegorz Ostafin otrzymał wyróżnienie oraz nagrodę publiczności.

Gadkę to ma pan przednią, ale czy prezentowana gwara, to wciąż żywy język, ktoś tak jeszcze mówi?

A je godka jak godka. Casem sie cosik kasik powiy… Niestety, nasza gwara coraz bardziej staje się archaiczna. Myślę, że pokolenie moich dziadków było ostatnim, które na co dzień się nią posługiwało. Bo już moi rodzice mówili mniej gwarowo, a ja miałem to szczęście, że dobrze pamiętam dziadków i coś mi tam w głowie zostało. Pewnie, że od czasu do czasu nie jednemu się wyrwie jakie słowo „po nasemu”, ale to już nie jest gwara. Chociaż myślę, że gwara lepiej zachowała się u sąsiadów za górką, czyli w Tokarni, Więciórce, czy Bogdanówce niż u nas w Trzebuni.

W konkursowej opowieści można usłyszeć, że „dawniej w beskidzkich wsiach nie było za bogato, a ludzie żyli ino z tego, co sami uchowali, albo co im w polu wyrosło” i, że „palili se ogniska, piekli ziemniaki czy korpiele, śpiewali i grali na fujarkach”. Jak dzisiaj wygląda codzienne życie wsi?

Życie na wsi zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Nie ma już takiej biedy jak kiedyś, coraz więcej ludzi chce mieszkać na wsi, ale pracować i zarabiać już poza nią. Już prawie, że się nie gospodarzy… Jeszcze z mojego dzieciństwa pamiętam Trzebunię, w której było ze 600 krów i ze 200 koni. Dziś krowy policzyłby na palcach, a konie są chyba dwa. Takich co sieją jest kilku. Tak jest nie tylko w Trzebuni, ale w całej okolicy. Zmienia się świat, zmieniają się ludzie.

Z mojego dzieciństwa pamiętam Trzebunię, w której było ze 600 krów i ze 200 koni. Dziś krowy policzył by na palcach, a konie są chyba dwa. Takich co sieją, jest kilku.

Tegoroczne wyróżnienie za gadkę to jedno, ale zdobył pan też nagrodę publiczności, zbierając najwięcej głosów internautów. Skąd czerpał pan informacje o zabawach dziadków?

Nagroda publiczności to tylko polubienia na facebooku i youtube. Nie chodzi o samą nagrodę, ale dzięki temu i również dzięki waszej pomocy, moja godka miała prawie 1400 odsłon i mam nadzieję, że się podobała. Skarbnicą wiedzy o tym, jak dawniej się żyło w Trzebuni, był śp. Antoni Kiełbus, który opisał to w książce „Trzebunianie o sobie” oraz w prywatnych zapiskach. Poza tym część z tego, co mówiłem, to pamiętam z dzieciństwa oraz opowiadań dziadków i rodziców.

To on był dla pana inspiracją w posługiwaniu się gwarą?

Nie, najlepszym gawędziarzem w okolicy i śmiało można powiedzieć moim gawędziarskim idolem jest Stanisław Funek z Tokarni. Pan Stanisław to bezapelacyjnie numer jeden.

Rok temu w konkursie na gadkę, w którym zajął pan II miejsce, można było usłyszeć o tym, co dawniej się jadło. A jaki jest pana smak dzieciństwa?

Jest parę „dań”, których jako dziecko nie cierpiałem, a dziś uwielbiam. To na przykład zocierka z razowej mąki na wodzie z mlekiem, albo ze skwarkami, czy zupa z małej fasoli. Poza tym z takich lubianych to pierogi ze serem, albo z jabłkami, chleb maczany w miodzie i nowe ziemniaki ze skwarkami i koperkiem. To lubię.

Pewnie, że od czasu do czasu nie jednemu się wyrwie jakie słowo „po nasemu'”, ale to już nie jest gwara. Chociaż myślę, że gwara lepiej zachowała się u sąsiadów za górką, czyli w Tokarni, Więciórce, czy Bogdanówce niż u nas w Trzebuni.

W tym roku prezentacje gwarą dotyczyły dawnych zabaw dziecięcych. Też przekładał pan kopki z sianem, albo ganiał po lesie i wspinał się po drzewach?

Ha ha ha... tak po cichu się przyznam, że to co mówię w godce o tym, że lubili „podespecić”, to nie było do końca o dziadkach… a dzieciństwo jak to na wsi, trzeba było pomagać, ale zawsze był czas na zabawę. W lecie było „beło na potoku” i las, a w zimie śnieg i jazda na byle czym, tak jak mówię w godce, to se każdy może odsłuchać.

Mówił pan też, że dawniej ludzie częściej się spotykali. Dzisiaj tego nie robią?

Z tego co opowiadali dziadkowie czy rodzice, to rzeczywiście ludzie dawniej częściej się spotykali i nie było to tylko przy pracach polowych, gdy sobie pomagali, ale schodzili się nie raz razem w jednym domu. Z całej roli przychodzili, czy to przy Zapustach, czy Andrzejkach, albo Sylwestrze, a czasami w niedzielę po południu schodzili się, żeby sobie pogadać, pośpiewać. Dziś już nie ma takich sąsiedzkich spotkań. Dziś każdy sobie tylko grilla koło domu smaży.

 

Na czym polega kultywowanie tradycji Kliszczaków?

Kliszczacy to najmniejsza grupa górali polskich, ale mamy swoje stroje, muzykę, gwarę i zwyczaje, ogólnie mówiąc… tradycję. Myślę, że te kliszczackie dobrze są podtrzymywane i u nas, i w sąsiedniej gminie Tokarnia, ale też we wsiach w powiecie suskim. Są dorosłe i dziecięce zespoły ludowe, kapele i grupy kolędnicze. Nasza kultura staje się coraz bardziej znana, a jeszcze niedawno mało kto słyszał o Kliszczakach. Teraz to się zmienia.

Z czego najbardziej dumny jest Kliszczak, a co go irytuje?

Ze swojej wiary, tradycji, pochodzenia, ze wszystkiego co jest związane z naszą ziemią i małą ojczyzną. A co go irytuje? Tym nie trzeba się przejmować, trzeba robić to, co się lubi i w co wierzy, to tyle.

Rozmawiając z mistrzem gadki trudno nie poprosić o opowiedzenie jednej z historii, która przekazywana jest wśród Kliszczaków od pokoleń…

Opowiem wom o takim miejscu w Trzebuni, opowiadała mi o tem moja świętej pamięci babka, a jej to pewnie opowiadała je babka, bo to był straśnie downo. Nie wiadomo cem Trzebuniany zeźliły jakiegośik płanetnika ze posłoł nad Trzebunie tako strasno burze i ulewe. Loło i loło przez pore dni i nocy. Ten nas mały potocek Trzebunka, co to normalnie można by go przeskocyć na jedny nodze i to do tyłu, abo jakby się kto przysadził, to by go i całego wypił, zamienił się w tako strasno rwonco rzyke, ze niscył wszystko co spotykoł na swoi drodze. Podmył tys brzegi małego kościółka, co to stoł na roli Łatasowy. Kościółek osunon się do wody i porwany przez rwonce fale, rostrzaskoł się o brzegi.

Trzebuniany straśnie nad tem rospaczały, bo już nimieli się ka modlić. Ale Trzebuniany to ludek pobożny i bogobojny to se umyśleli, ze postawią nowy kościół i to murowany. I jak umyśleli, tak zrobili. Pomału, pomału wystawili nowy murowany kościół, ana wierzy zawiesili nowy dzwon, bo ten ze starego koscioła podobno znalezli kasik na Rabie w Droginii, ale juz go Droginiany nie oddały.

Eeeee.. straśnie się Trzebuniany ciesyły z nowego kościoła ino zeźliło to okropnie diabła, jak to uwidzioł.

Ni mog patrzyć na radość Trzebunianow i umyślił, ze musi zburzyć Trzebuński kościół. Polecioł hen nad Tatry, porwoł taki strasny kamień i już go nios, zeby go cisnąć na kościół ze szczytu Kotunia, ale wtedy na kościele obezwoł się dzwon, bo organista zadzwonił na Anioł Pański. Po cały dolinie roznieosło się Pozdrowienie Anielskie. Smreki i jełki na scytak Gronia, Parszywki, Balinki, Trzebuńskie Gory i Kotunia zasumiały radosnym Zdrowaś Mario.. Zdrowaś Mario…

Tego juz dlo diabła było za duzo, w jedny chwili utracił swojo diabelsko moc i puścił ten kamień na ziemie. Kamień rospod się na poł na Pękali, a diabeł zapod się pod ziemie, a tam gdzie spod, od razu zrobiły się mokradła i bagniska. Ludzie nazywajo to miejsce Mocury i do dziś bojo się tam chodzić, bo godajo, ze tam strasy. A dzwon na Trzebuńskiem kościele dzwoni do dziś i odganio wszystko złe od nase wsi…

*Fragmenty wywiadu, te mówione gwarą, zostały zapisane fonetycznie, czyli tak jak odbiorca mógłby je usłyszeć.

 

Grzegorz Ostafin, rocznik 1974, Chorąży Związku Podhalan Oddziału Górali Kliszczackich w Trzebuni. Wykształcenie średnie, pracuje w MZWiK w Myślenicach, od 2006 r. radny rady gminy Pcim. Szczególne osiągnięcia: wraz z grupą kolędniczą z Trzebuni 4 złote i 2 srebrne rozety na przeglądzie grup kolędniczych w Bukowinie Tatrzańskiej. Drugie miejsce, nagroda publiczności oraz 2 wyróżnienia w ogólnopolskim konkursie na gadkę, organizowanym przez UJ.

Artykuł swoją premierę miał w papierowym wydaniu magazynu MiastoInfo:

Powiązane tematy

Komentarze (23)

  • Zofia 23 maj

    Gdyby tylko ludzie na tych wsiach co się sprowadzają płacili tez za śmieci i żeby nie ładowały w lesie to by było dobrze

    25 Odpowiedz
  • 23 maj

    To jest prawda, domy na wsiach stają się tzw "sypialniami" dla ludzi pracujących i żyjących w Krakowie na codzień. Przyjeżdżają odpocząć od zgiełku miasta i ja to rozumiem, ale nie powinni oczekiwać, że na wsi będzie absolutna cisza i spokój na ich życzenie. Znam tak ekstremalne przypadki, że ktoś wybudował się pod samym lasem i cierpi bo słyszy ptaki, a co tu dopiero mówić o gospodarce, piejących kogutach, hałaśliwych indykach, szczekających psach, śmierdzących krowach czy pracujących pompach do podlewania warzyw, jeśli państwo waćpaństwo chce kontemplować szum wody w swojej fontannie pośród magnolii, za płotem idealnie przystrzyżonych tuji...

    13 3 Odpowiedz
  • mirek@ 23 maj

    Czy są jakieś zapisy historyczne o tym żeby „droginiany” oddały dzwon? ?

    11 Odpowiedz
  • 26 maj

    No oczywiście, nie chciałaś, samo tak jakoś wyszło. Te zdominowane przez wiejskich proboszczów nauczycielki na pewno przyznają Ci rację.
    Jesteś pewna, że inteligencja migrantów z miasta jest wyższa od inteligencji tubylców na wsi?
    Nie nie chcę Cię ukamienować. Chcę Cię sprowokować do refleksji, Chciałbym żebyś zawsze zastanowiła zanim napiszesz kolejny komentarz i to nie tylko w tym wątku.
    I na koniec nie zazdrość Jagnie cudzołóstwa. Bo i cudzołóstwo jest grzechem i zazdrość również jest grzechem.

    9 Odpowiedz
  • 24 maj

    To ogólnopolski trend,
    GUS pokazał wstępne wyniki spisu powszechnego.
    Tylko w 4 województwach, przybyło ludzi.
    I tylko w woj. mazowieckim przybyło ludzi w mieście.
    W woj. małopolski, wielkopolskim i pomorskim wzrost jest dzięki wsi. Reszta -6%.
    Wniosek, jest taki ,że jak ktoś ma stabilna prace to wyprowadza się z Krakowa na wieś a na jego miejsce przychodzą ludzie z podlasia.

    8 Odpowiedz

Zobacz więcej