Wywiad

Izabela Janczak-Bizoń: Zaczęło się od marzenia

Izabela Janczak-Bizoń: Zaczęło się od marzenia
Izabela Janczak-Bizoń z zawodnikami Speed-Ball Sportownia Fot. Piotr Jagniewski

Kręcą teledyski, wygrywają ogólnopolskie konkursy, zdobywają medale Mistrzostw Świata. Kto stoi za sukcesem Sportowni, która w tym roku świętuje swoje piąte urodziny?

Kobieta zarządzająca dyscypliną sportową o zasięgu ogólnopolskim to dosyć nietypowe zjawisko. Jak się znalazłaś w tym gronie?

Siedem lat temu byłam w grupie ludzi, którzy mieli marzenie, aby Polacy zaczęli grać speed-ball*. Wpisując w Google nazwę tej dyscypliny, brakowało polskojęzycznych wyników. Informacji można było szukać tylko na zagranicznych stronach. Nie było zawodników, klubów, żadnych struktur. Nic, zupełna pustka. Kiedy opowiadałam o speed-ballu, to ludzie się śmiali.

„Taa piłka na sznurku, kto będzie chciał w to grać?” – takie zdanie było częstą reakcją. Próbując promować ten sport, odbiłam się od wielu drzwi, ale się nie poddałam. Parłam do przodu, a dzisiaj, patrząc z perspektywy czasu, widzę jak wiele błędów popełniłam. Ale jednego nie można mi odmówić… byłam skuteczna. Dlatego dzisiaj zarządzam speed-ballem z poziomu centralnego w federacji, która wyznacza kierunki rozwoju tego sportu w naszym kraju.

A jak powstała Sportownia?

To drugi polski klub, którego głównym celem było rozwijanie tej dyscypliny sportu. Można powiedzieć, że w pewnym sensie napędzał ją mój upór i wiara w powodzenie. Czułam, że warto iść w tę stronę. Wiedziałam, że są potrzebne struktury i model ich tworzenia – inaczej się nie rozwiniemy. Od czegoś trzeba było zacząć, tak narodziła się Sportownia.

Założyć klub to jedno, ale jak przekonać ludzi nie tylko lokalnie, ale w całym kraju do tego, aby sięgnęli po rakietki?

To był długi i trudny proces. Szukaliśmy aktywnych ludzi sportu. Do tego dochodziły setki pokazów w szkołach. Byliśmy zdeterminowani, a o tym jak bardzo, świadczą nasze początki wychodzenia poza Małopolskę. Wiosną 2017 roku razem z mężem i niespełna rocznymi bliźniakami spakowaliśmy się w rodzinny samochód i przejechaliśmy 8 województw, prezentując speed-ball w szkołach.

Byłam mamą tułającą się po Polsce z dwójką dzieci, stosem pieluch, podkrążonymi oczami i zestawami do gry. W ten sposób organizowaliśmy lekcje wychowania fizycznego w wielu szkołach, takie były początki tego sportu.

To przepis na wychowanie mistrzów?

To sposób na popularyzację dyscypliny. Kiedy już zbierze się grupa chętnych do gry, najważniejsza jest systematyczność, odpowiednio prowadzony trening i determinacja samych zawodników.

Bycie mistrzem oznacza setki godzin treningów, to praca nie tylko nad ciałem, ale i głową. Zawodowca lub osobę mającą takie cechy, można poznać po tym jak pracuje oraz w jaki sposób buduje swoje umiejętności i doświadczenie zawodnicze w oparciu o rozegrane mecze.

Równie ważna jak radość ze zwycięstwa, jest analiza przegranych. Od tego zaczyna się cały proces, który trwa tak długo jak decydujemy się na kolejne rywalizacje. Rozwój w sporcie można porównać do podróży i podobnie jak w życiu, chodzi o przebytą drogę.

Można rozegrać dziesiątki meczów, przeanalizować kilka strategii, przygotować się na wiele scenariuszy, a i tak zawsze znajdzie się coś, co może nas zaskoczyć. Na tym polega piękno sportu.

W tym roku świętujecie swoje pięciolecie. Co możesz uznać za wasz największy sukces?

Za nami zdecydowanie najlepszy sezon. Mamy wywalczony tytuł najlepszego klubu w Polsce. To nasz wspólny sukces, na który pracował każdy z zawodników. Do tego swoje zwycięstwa dołożyła Marcelina Ryś, Wiktoria Murzyn i Tomek Bizoń, którzy wrócili z Tunezji z brązowymi medalami Mistrzostw Świata.

Mamy zalążek infrastruktury, czyli pierwszy w naszym kraju kort do speed-balla, który powstał z inicjatywy Ani Baran. To wspaniałe uczucie, kiedy uświadamiasz sobie, że ktoś kocha ten sport do tego stopnia, że buduje profesjonalne boisko przed domem. Za największy sukces uważam to, że moje marzenia dzieli coraz więcej osób, staje się naszą wspólną sprawą.

Za największy sukces uważam to, że moje marzenie dzieli coraz więcej osób, staje się naszą wspólną sprawą.

A trudności? Co oprócz rozwijania struktur było największym wyzwaniem?

Kilka lat temu rozsypała nam się grupa sportowa. Zostało kilka osób. To było dla mnie bolesne doświadczenie. Długo analizowałam, co się wtedy wydarzyło…, a potem zaczęłam budować od nowa.

Jaki cel stawiasz przed klubem i zawodnikami na kolejny sezon?

Najbliższy sezon to dwa duże działania, które chcę, byśmy zrealizowali poza naszym kalendarzem sportowym. Pierwsze to impreza międzynarodowa w Myślenicach. Drugie to zawiązanie grupy dorosłych trenujących speed-ball. Kolejne sezony to infrastruktura, czyli korty do speed-balla. To będzie trudne i kosztowne działanie, ale wierzę, że się uda.

Sportownia to nie tylko speed-ball, ale też teledyski, leśne warsztaty, gry terenowe dla młodzieży. Skąd pomysł na takie interdyscyplinarnie działania?

Młodzi muszą wierzyć, że marzenia są w zasięgu ich ręki. I to nie tylko te związane ze sportem. Im więcej wyzwań przed nimi postawimy, tym więcej się nauczą. Ich aktywność nie może ograniczać się wyłącznie do gry. Klub to społeczność, to miejsce na integrację, próbowanie nowych rzeczy, przełamywanie swoich barier.

Nie każdy mój pomysł jest przyjmowany z entuzjazmem. Tak było w tym roku, kiedy grupa dowiedziała się, że chciałabym, aby tańczyli z rakietami w teledysku. I tak przez pół roku treningów tanecznych, zadziała się duża w podejściu do własnych możliwości. Oni uwierzyli, że mogą to zrobić i wyszło świetnie!

 

Izabela Janczak-Bizoń – urodzona w Myślenicach. Absolwentka Szkoły Liderów PAFW w Warszawie oraz polonistyki i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Aktywna społeczniczka. Z organizacjami pozarządowymi związana od 10 lat. Nagradzana za działalność społeczną w ogólnopolskich konkursach. Propagatorka dyscypliny speed-ball w Polsce. Prezeska Stowarzyszenia Sportowania oraz Wiceprezeska Federacji Speed-ball Polska. 

 

Artykuł swoją premierę miał w papierowym wydaniu magazynu MiastoInfo:

*SPEED-BALL: To gra wywodząca się z Egiptu, w której wykorzystuje się rakiety i piłeczkę. Piłka na półtorametrowej żyłce przymocowana jest do stojaka, a gra polega na uderzaniu piłki w taki sposób, aby rotowała wokół masztu.

Powiązane tematy

Komentarze

Zobacz więcej