Wywiad

Vasilis Tomazos: Big Brother? To była dobra decyzja

Fot. Grzegorz Jasek/STUDIO NOVO

Zawsze miałem takie podejście, aby chwytać moment, wykorzystywać szanse i nie marnować nadarzających się możliwości. Nigdy nie wolno się poddawać, trzeba realizować marzenia i pamiętać, że im cięższą drogę będzie dane nam przejść, tym większa satysfakcja czeka nas na jej końcu

- mówi Vasilis Tomazos, myśleniczanin, który spędził 8 tygodni w telewizyjnym show Big Brother

fot. Grzegorz Jasek

Ma 27 lat, korzenie polsko-greckie i wychowywał się w Myślenicach. Jako jedyny mieszkaniec tego miasta spędził na antenie telewizyjnego show 8 tygodni. W rozmowie z nami mówi o tym jak odróżniać rzeczywistość wirtualną od realnej, czym są media społecznościowe i co dał mu udział w telewizyjnym show.

 

Jakie to uczucie, kiedy kamery obserwują każdy twój ruch przez 24 godziny na dobę?

Pierwszy tydzień w Domu Wielkiego Brata to czas na przystosowanie do nowych warunków i był zdecydowanie najtrudniejszy. Początkowo towarzyszy ci świadomość, że to wszystko leci na żywo, nie jesteś w stanie przewidzieć, co zostanie pokazane w telewizji i czego się spodziewać po samym programie oraz uczestnikach. Nie można zapominać, że to przede wszystkim show i gra, jednak sam udział w programie dostarcza niesamowitych emocji. Pamiętam, że kiedy wychodziłem na scenę, trzęsły mi się nogi. Masz świadomość jak wiele osób cię ogląda, jednak z czasem musisz do tego przywyknąć, musisz pamiętać, że to kreacja.

Szybko się do tego przyzwyczaiłeś?

Kiedy wchodzisz do domu Wielkiego Brata natrafiasz na mieszankę charakterów. Każdy chce się pokazać, wyjątkowo wypaść na tle pozostałych członków grupy. Jedni skaczą, inni biegają, jeszcze inni krzyczą. Na początku było mi ciężko się tam odnaleźć i poważnie zastanawiałem się, czy nie zrezygnować z udziału w programie.

Ciężko się było przebić?

Tak. Z jednej strony to rywalizacja w grupie, z drugiej – nie wiesz, co pokazują kamery i jakie zachowania zostały pokazane na antenie. Będąc w środku dało się odczuć walkę o dominację wśród facetów. Było nas siedmiu, każdy z bardzo mocnym charakterem, przez to dochodziło do wielu tarć. Nie mam problemu, aby znajdować się w centrum uwagi, zazwyczaj kiedy gdzieś się pojawiam, to wszędzie jest mnie pełno, ale program stanowił dla mnie wyzwanie.

W domu Wielkiego Brata spędziłeś dwa miesiące, tym samym jesteś jedynym myśleniczaninem, który na antenie ogólnopolskiej stacji telewizyjnej skradł tak wiele czasu antenowego. Jak Cię odbierają mieszkańcy Myślenic?

Czuję się rozpoznawalny. Wiele osób podchodzi do mnie, kojarzy moją osobę. Jedni proszą o zdjęcia, inni pytają o udział w programie. Dużo dzieje się też w internecie.

Obecnie na Instagramie obserwuje Cię ponad 16 tys. osób, a liczba ciągle rośnie. Jak zamierzasz wykorzystać swoją popularność?

Przed wejściem do programu obserwowało mnie ponad 1000 osób, dzisiaj tak jak mówisz to kilkanaście tysięcy. Staram się odpowiadać wszystkim ludziom, którzy piszą wiadomości, gratulują, czy proszą o pomoc w udostępnieniu akcji charytatywnych. Czy to zaprocentuje? Zobaczymy. Każdy z nas - uczestników Big Brothera - ma teraz swoje pięć minut.

Samą popularność chciałbym przekuć na popularyzację Myślenic. Jeżeli np. Myślenicki Ośrodek Kultury i Sportu lub ktoś inny chciałby zorganizować spotkanie z uczestnikami programu, to chętnie włączę się w taki projekt. Myślę, że podczas takich spotkań warto uświadamiać ludziom, aby się nie bali wychylać, żeby podążali za swoimi marzeniami, wierzyli w siebie i szukali swojej szansy. Życie jest tylko jedno i szkoda je zmarnować przez strach lub nieśmiałość.

Traktujesz udział w programie jako trampolinę do kariery?

Jeszcze nie wiem w jakim kierunku to wszystko będzie zmierzać. Na pewno był to przełomowy moment w moim życiu. Po pierwsze; nigdy nie byłem tak długo w telewizji, poza epizodycznym udziałem w takich programach jak „Nauka Jazdy”, czy rolach w paradokumentach. Muszę do tego przywyknąć i zastanowić się jaki obrać kierunek.

Co jest wyznacznikiem sukcesu po udziale w programie; liczba śledzących Cię w internecie osób, rozpoznawalność?

Za największy sukces uważam to, że biorąc udział w programie miałem okazję poznać niesamowitych ludzi. Poza tym byłem wystawiany na wiele prób, które pozwoliły mi się sprawdzić. Dzięki temu zacząłem w siebie mocniej wierzyć, a wiele zadań pomogło mi w przełamywaniu pewnych barier. Big Brother to jest gra i trzeba się z tym liczyć. Często w fizycznych zadaniach musiałem mierzyć się z bykami, bo byłem najniższy spośród wszystkich uczestników. Ale jestem uparty, wytrwały i konsekwentny. Dzięki temu wiele razy wygrywałem te starcia. Nie zdawałem sobie wcześniej sprawy, że siłą woli można tyle osiągnąć. Sam udział w programie traktuję jako wygraną.

Wcześniej występowałeś w programie „Nauka Jazdy”, wspomnianych paradokumentach, za tobą Big Brother. Czy to już tzw. „parcie na szkło”?

Poszedłem do programu ze względu na szanse, jakie daje. Zdawałem sobie sprawę z tego, że jeżeli stanę się rozpoznawalny, to może być mi łatwiej osiągnąć różne cele, a popularność może otworzyć wiele drzwi. Jeżeli chciałbym kręcić bloga o podróżach, np. o Grecji, przedstawiając ciekawostki z tego kraju, rozmawiać z jego mieszkańcami, to łatwiej będzie mi go zaprezentować odbiorcom.

Przed programem wielu mieszkańców znało Cię z meczów Górek Myślenice. W tej dyscyplinie ważna jest taktyka. Jaką obrałeś wchodząc do domu Wielkiego Brata?

Na początku chciałem pokazać siebie, a moja taktyka w głównej mierze opierała się na braku taktyki. Nie chciałem udawać kogoś kim nie jestem, bo i tak by to wyszło. Przecież mieliśmy tam spędzić trzy miesiące. Widziałem po niektórych uczestnikach, że grają kogoś innego, ale to nie w moim stylu.

Przez te dwa miesiące nie byłeś pierwszoplanową postacią, ale dałeś się zapamiętać jako ten, który wdał się w bójkę z późniejszym zwycięzcą Kamilem Lemiszewskim. Za kolejną awanturę z tym samym uczestnikiem prawie zostałeś karnie wyrzucony z domu. Krzepki charakter czy dałeś się sprowokować?

Podkreślam to wiele razy, ale pamiętajmy, że telewizyjne show nasze zachowania można pokazać w rozmaity sposób, a ludzie chętniej oglądają przepychanki, awantury i bójki. Lubią, kiedy coś się dzieje. Podczas jednego z zadań mieliśmy odgrywać Dziki Zachód, wiesz - zabawa w Indian i Kowboi. Kamil udawał, że nie rozumie pewnych zasad. Wkradł się do obozu i kradł nam konie, a kiedy inni uczestnicy przypominali mu o regułach, wywiązała się z tego przepychanka. Zdenerwowało mnie to, że można w ten sposób nie przestrzegać zasad. Przecież sama formuła programu opiera się na grze, na zabawie.

Jak bardzo różni się Vasilis prywatnie od tego, którego mogliśmy oglądać w telewizji?

Ciężko powiedzieć, bo nie oglądałem tych odcinków. Poza tym w internecie można było śledzić nas niemal 24 godziny na dobę, a po wyjściu cały ten materiał jest niemożliwy do przeanalizowania. Mam wrażenie, że byłem tam sobą. Kto mnie zna, będzie mógł to potwierdzić.

W jednym z odcinków mieszkańcy stwierdzili, że cieszysz się najmniejszym autorytetem w grupie i zostałeś mianowany dowódcą. Miałeś też za zadanie pilnować, żeby współmieszkańcy nie urządzali sobie drzemek w trakcie dnia i to zadanie podobnie jak dowodzenie również okazało się klapą. Nie jesteś urodzonym przywódcą?

Wielki Brat zapytał jedną z uczestniczek kto ma najmniejszy autorytet w grupie, a ona wymieniła mnie. Później dostałem zadanie, w ramach którego miałem pilnować, aby uczestnicy nie urządzali sobie drzemek. Następnie grupa wybrała mnie na dowódcę. To było zadanie w ramach „tygodnia apokalipsy”, podczas którego byliśmy budzeni w nocy i mieliśmy mało snu.

Trudno było jednak dopilnować, aby nie zasypiali. Skutkiem tego była automatyczna nominacja, po której widzowie zdecydowali, że będę musiał opuścić dom Wielkiego Brata. Okazało się, że to był tydzień mojej apokalipsy. Może faktycznie nie jestem urodzonym przywódcą, ale w grupie byłem takim „misiakiem”, dbałem raczej o dobry nastrój, nie raz uczestnicy mówili, że byłem sercem tej ekipy.

Ile czasu dawałeś sobie wchodząc do domu Wielkiego Brata?

Nie kalkulowałem ile wytrzymam, byłem wygrany przez samo wejście. To mi wystarczyło, a udział w programie traktowałem jak przygodę. Nie jestem typem gracza.

Jak wyglądał casting? Dlaczego zostałeś wybrany spośród tysięcy chętnych?

Dlatego, że jestem dobry w gadce, lubię się pokazać, potrafię opowiadać o sobie, jestem uśmiechnięty i charyzmatyczny. Dodatkowym atutem było to, że jestem w połowie Polakiem a w połowie Grekiem. W tej edycji programu mocno stawiano na wielokulturowość. Wśród uczestników znaleźli się mający korzenie niemieckie, ukraińskie, a nawet wietnamskie.

Zastanawiasz się nad udziałem w innych programach tego typu?

To był duży projekt i eksperyment dla mnie. Muszę odpocząć, ale dzisiaj wolałbym robić coś samemu. Chcę panować nad całym procesem produkcji od pomysłu na odcinek wideobloga, przez montaż i jego ostateczną formę.

W trakcie programu twoja dziewczyna nie szczędziła ci ostrych słów. "Wstyd na całą Polskę" – grzmiała w mediach. Jak wyglądają Twoje relacje z bliskimi po wyjściu z domu? Czy wszystkie przetrwały tę próbę?

Jesteśmy z Klaudią w związku. Czas, jaki spędziłem w programie, był dla niej trudny, ponieważ nie widziała co się ze mną dzieje. Niektóre ujęcia mogły sugerować, że ją zdradziłem, ale do niczego takiego nie doszło. Może stąd takie nerwowe reakcje. Kiedy musiała o tym rozmawiać w programie na żywo, to wzbudziło u niej dodatkowe emocje i ciężko było nad nimi zapanować. Na szczęście porozmawialiśmy po moim wyjściu i miała okazję rozmawiać z innymi uczestnikami.

Jak podawały ogólnopolskie portale, podobno przez udział w show odwracali się od ciebie bliscy… to prawda?

Nikt się ode mnie nie odwrócił, wszyscy mnie wspierali i to jest piękne. Bliscy rozumieli na czym to polega. W komentarzach w sieci łatwo jest rozpętać burzę, ale często świat realny różni się od tego wirtualnego. Nie należy się tym przejmować.

Podczas programu jego zwycięzca Kamil Lemiszewski w jednym odcinku mówił: „Wasyl mnie wkur*** od zawsze. On jest w porządku, jak nie ulega wpływom ludzi” zgodzisz się z tym?

Nie zgadzam się z tym w żadnym wypadku.

Ale z którą częścią; że ulegasz wpływom, czy jesteś wkur***?

Tak jak mówiłem wcześniej, niektórzy uczestnicy traktowali udział w programie jak grę i każdą możliwość wykorzystywali do tego, aby zwrócić na siebie uwagę. Ja mogę być… irytujący, bo kiedy on mnie denerwował, to ja nie pozostawałem dłużny. A jeśli chodzi o uleganie wpływom, to po wyjściu z programu pewnie ktoś by mną manipulował, a ja nadal jestem taki, jak byłem wcześniej. Uparcie stoję na ziemi i jestem sobą.

Czy znajomości zawarte podczas programu przeniosłeś do życia prywatnego?

Jeżeli chodzi o relacje, jeden tydzień spędzony w środku jest jak trzy miesiące na zewnątrz. Bo kto normalnie przez 24 godziny spędza czas z drugą osobą? Nawet kiedy masz żonę, to spędzacie ze sobą fragment dnia, bo wychodzicie do pracy i macie mnóstwo obowiązków, a tutaj przebywasz z ludźmi całą dobę na okrągło w dodatku wykonujesz różne zadania. To intensywna relacja. Dom pomimo tego, że jest duży, nie gwarantuje ci prywatności, ciężko jest pobyć tam samemu. W efekcie wyszedłem z niego bogatszy o wiele nowych przyjaźni.

Jak zniosłeś dwumiesięczną rozłąkę z telefonem komórkowym?

Takie doświadczenie polecam każdemu. Pokazuje jak marnujemy swoje życie, zdrowie, czas i umysł. Zamiast rozmawiać z ludźmi - patrzymy w monitory, wyświetlacze smartfonów i ekrany telewizorów. Internet to kreacja, to nie jest prawdziwy świat. Instagram, facebook służą rozrywce, poprawiają nam nastrój, ale nie pozwalają doświadczać życia. Te aplikacje oczekują ciągłej aktywności, nowych treści, filmów, żeby utrzymywać uwagę ludzi, żeby oni chcieli cię oglądać.

- W jednej z rozmów Marcin Figlewicz pochodzący z Myślenic i znany w całym kraju tatuator powiedział m.in.: „Gdybym nie podjął decyzji o wyjeździe, stałbym w miejscu. To miasto pozwala ci dojść do pewnego poziomu, ale później trafiasz na szklany sufit, który cię blokuje”. Jak Ty odbierasz Myślenice? Zgadzasz się z takim stwierdzeniem?

Wszystko zależy od tego, co chcesz w życiu robić. Nie dziwię się, że w przypadku jego profesji w pewnym momencie Myślenice stały się dla niego zbyt ciasne. To, że będę pracować w innym mieście, nie musi automatycznie oznaczać, że nie będę chciał promować tego miasteczka. Czuję się myśleniczaninem, tu się wychowywałem, uważam to miejsce za piękne, jednak płynie we mnie również grecka krew i często brakuje mi morza, plaży, pięknej pogody i kuchni do których zawsze będę tęsknił, a tych Myślenice mi nie dadzą.

Gdybyś mógł wejść do domu Wielkiego Brata raz jeszcze, co byś zmienił w swoim zachowaniu?

Wszedłbym tam z zupełnie inną głową. Wyeliminowałbym tremę, o której mówiłem wcześniej, nie brałbym niczego na poważnie i podszedłbym do tego w taki sam sposób - jak do życia. Wyszedłem stamtąd bogatszy o nowe przyjaźnie, dlatego że nie patrzyłem na innych uczestników przez pryzmat pieniędzy i ewentualnej wygranej, a jak na ludzi. Dzisiaj wielu z nich to moi bliscy przyjaciele.

Zawsze miałem takie podejście, aby chwytać moment, wykorzystywać szanse i nie marnować nadarzających się możliwości. Nigdy nie wolno się poddawać, trzeba realizować marzenia i pamiętać, że im cięższą drogę będzie dane nam przejść, tym większa satysfakcja czeka nas na jej końcu. To była dobra decyzja.

Artykuł miał swoją premierę w papierowym wydaniu Magazynu Miasto-Info:

Powiązane tematy

Komentarze (20)

  • DajMI MINUSY! 17 lut 2020

    Ja rozumiem, że to osoba z naszego lokalnego podwórka, ale czy naprawdę jest sens, robić wywiady z uczestnikami, jednego z najbardziej prostackich programów w telewizji. Jakie to przykład daje młodzieży? Poleć do TV do programu dla prostych ludzi i od razu jesteś znany...

    73 7 Odpowiedz
  • DajMI MINUSY! 17 lut 2020

    Ale to nie chodzi o marudzenie (czy wyrażanie swojej opinii to marudzenie, od kiedy? czy nie można mieć innej opinii?).

    To jest denny program, dla prostych ludzi. I warto też znaleźć półśrodek, bo jak pewnie pamiętasz to jest program w którym puszczono seks w jacuzzi (lata temu) i inne "pato-zachowania", które niekoniecznie powinny być premiowane u młodzieży

    47 5 Odpowiedz
  • DajMI MINUSY! 18 lut 2020

    W programie w którym nie robi się nic konstruktywnego poza jedzeniem spaniem i robieniem głupich rzeczy pod okiem kamer można dojrzeć? Dziwna masz definicje

    40 2 Odpowiedz
  • DajMI MINUSY! 18 lut 2020

    Czyli nieważne jak byleby mówili i ważne by być znanym z bycia znanym a nie talentu, wiedzy, osiągnięć sportowych? Strasznie prostackie postawy chcecie promować wśród młodzieży. Potem się dziwicie ze połowa społeczeństwa jest podatna na manipulacje i skrzywienia rożnego rodzaju

    35 2 Odpowiedz
  • DajMI MINUSY! 18 lut 2020

    Dziwnie rozumujesz. Jest tylu Myśleniczan i mieszkańców naszego powiatu, którzy robią coś co wymaga ogromnego zaangażowania, trudu, talentu, wiedzy (np. Antek ostatnio w The Voice, czy Sylwia Jaśkowiec, czy chłopaki jeżdżacy zawodowo w rajdach...), tu mamy przykład młodego czowieka, który Twoim zdaniem "dojrzał", bo był w programie który przez lata "wypromował" takie osobowości jak

    Jola Rutowicz, Agnieszka/Maja Frykowska "Frytka", "Ken", oraz szereg innych mniej lub bardziej śmiesznych zjawisk w popkulturze.

    To promowanie wśród mlodych ludzi: wystarczy że pójdę do TV i już będę mieć fajne życie, nie muszę się uczyć, nie muszę mieć dobrego zawodu i pasji, nie muszę się rozwijać.

    Nie rozśmieszaj mnie, że w programie typu reality show można "dojrzeć", to tak samo groteskowe jak "nawrócona Frytka".

    Dajcie spokój.

    33 2 Odpowiedz

Zobacz więcej

Bożena Góra: Przeszkadzam? Ale czym?
Wywiad 51

Bożena Góra: Przeszkadzam? Ale czym?

Śmieszy mnie stwierdzenie, że „przeszkadzam”. Czym? Wysyłaniem pism, publikowaniem koncepcji tunelu, a może walką o światła? Dla mnie nie ma podziału na parti...