Wywiad

Paweł Piwowarczyk: Gdyby ludzie więcej czytali, byłoby mniej wojen, mniej nieudolności w decyzjach politycznych i gospodarczych

Paweł Piwowarczyk: Gdyby ludzie więcej czytali, byłoby mniej wojen, mniej nieudolności w decyzjach politycznych i gospodarczych
Fot. Piotr Jagniewski

Może wyda się to dość kontrowersyjne, ale uważam, że gdyby ludzie więcej czytali, byłoby mniej wojen, mniej nieudolności w decyzjach politycznych i gospodarczych

— mówi Paweł Piwowarczyk, nagrodzony przez kapitułę konkursu na Małopolskiego Bibliotekarza Roku 2021 za „dokonanie czegoś zaskakującego”, bowiem połączył pasję czytania z miłością do sportu.

 

PATRYCJA KOPRZAK, PIOTR JAGNIEWSKI

Na początku musimy ostrzec, że będziemy rozmawiać o książkach, a to dla wielu ludzi nuda, albo strata czasu. Pan pracuje w miejscu, gdzie jest ich mnóstwo, a w dodatku odebrał nagrodę za jego prowadzenie. W czym tkwi sekret? Dostrzega pan w nich coś, czego inni nie widzą?

Ten sekret dla każdego jest chyba inny. Wydarzenia ostatnich lat i miesięcy również pokazały, jak wiele potrzeb możemy zrealizować dzięki lekturze i jak różne są drogi książki do serca, do rozumu czytelnika. Książka jednych uspakaja, innym daje dużą dawkę wiedzy, a jeszcze ktoś inny szuka w niej rodzinnych historii lub takich, które go zainspirują. Książka leczy, uczy mądrze gospodarować czasem i finansami. Ciężko stwierdzić, czy dostrzegam to, czego inni nie widzą. Równie dobrze ci „nieczytelnicy” mogą mi pokazać obszary, których ja nie dostrzegam w innych sferach życia.

Z pewnością mogę powiedzieć, że książka uczy dojrzałości i mądrości, pokazuje złożoność świata. Potrafi otworzyć nasze myślenie na zupełnie nieznane tory. Myślę, że dzięki temu łatwiej żyć, łatwiej rozumieć innych, łatwiej być empatycznym. Może się to wyda dość kontrowersyjne, ale uważam, że gdyby ludzie więcej czytali, byłoby mniej wojen, mniej nieudolności w decyzjach politycznych, gospodarczych. W czasie epidemii, zamiast wywiadów na żywo, widzieliśmy często rozmowy za pomocą platform. Na ekranie oprócz rozmówcy mieliśmy ładne „tła”. Domowe biblioteczki pięknie się prezentowały, ale zastanawiam się, czy kiedykolwiek z tych książek „zrobiony został użytek”…

Biblioteka, którą pan prowadzi to też przestrzeń wystawiennicza, często galeria, miejsce spotkań... a książki, czy one czasem nie odgrywają roli tła?

Książka zawsze będzie u nas na pierwszym miejscu. Prowadzimy sporo działań, jednak w każdym z nich jest miejsce dla książki. Oprócz promocji czytelnictwa, dbamy również o promocję kultury, dlatego mamy przestrzeń wystawienniczą, którą pomysłodawca Jerzy Fedirko nazywa „Galerią Okrągłą” z uwagi na usytuowanie. Jej umiejscowienie jest niezwykłe, bowiem znajduje się nad ekranami komputerów, gdzie na okręgu zamieszczamy fotografie, obrazy i inne eksponaty. Można powiedzieć, że nie da się przejść obojętnie obok tej naszej ekspozycji kultury.

Ktoś jeszcze przychodzi po książki?

Statystycznie nie różnimy się znacząco od trendu ogólnopolskiego, z małymi wyjątkami. Zdecydowana większość czytelników to najmłodsi lub seniorzy. W środku tej statystyki łatwo dostrzec lukę. To osoby w wieku 20-, 30-, 40 – lat.

W mediach statystyki czytelnictwa zazwyczaj przedstawiane są katastroficznie: „co drugi Polak nie przeczytał książki” itp. Nie mówi się o tym, że kwitną biblioteki, ich działalność, że mamy wspaniałych autorów, tysiące klubów dyskusyjnych. Gdyby odwrócić trend tego przekazu, myślę, że i statystyki mogłyby się poprawić.

Nie da się ukryć, że wymienione przeze mnie grupy wiekowe są też najbardziej pochłonięte życiem, na całego. Absorbuje ich praca i wychowywanie dzieci. Szkopuł w tym, żeby pokazać im drogi do relaksu, refleksji i zatrzymania się w tym pędzie, właśnie w okolicach książki i kultury. To trudne, ale osiągalne zadanie.

Kto powinien zmieniać te trendy? Bibliotekarze?

Jak na tak niski poziom finansowania i płac wśród bibliotekarzy, wydaje mi się, że ich praca stoi na bardzo wysokim poziomie. Są oczekiwania, co do zmiany trendu czytelnictwa, ale nie idą za tym jednak znaczące kroki. Nie udawajmy, że Narodowy Program Czytelnictwa to nadrabia, bo tak nie jest. Wypada zacytować tutaj apel bibliotekarzy: „Aspekt niskich wynagrodzeń jest podstawowym, ale nie jedynym problemem związanym z finansowaniem bibliotek. W czasach kryzysu i galopującej inflacji, nawet najbogatsze i najbardziej przychylne bibliotekom samorządy, nie są w stanie sprostać ich finansowaniu na poziomie, który zapewniłby im rozwój, na oczekiwanym przez użytkowników poziomie i szeroki dostęp do zbiorów, informacji i technologii. Mamy tu na myśli m.in. zakup zbiorów książkowych i innych oraz zapewnienie szerokiego dostępu do płatnych źródeł elektronicznych, jak np. platformy dostępu do e-booków”.

Skoro mowa o nowych technologiach… papier, czytnik, tablet, a może telefon? W odbiorze książek kluczowe znaczenie ma nośnik, czy sama historia?

Wszystko ma znaczenie, dlatego, o ile to możliwe, staramy się na to „wszystko” zwracać uwagę. Od kilku lat biblioteki mają możliwość uczestnictwa w konsorcjach i zakupu dostępu do e-książek. Początkowo było niewielkie zainteresowanie tą formą, jednak mieliśmy ją w ofercie, aby spełniać oczekiwania czytelników. Z czasem okazało się, że wydawanych kodów z dostępem do e-książek, które można czytać przez telefony, tablety i laptopy jest coraz więcej. Platformy z nimi oferują taką ilość pozycji, której nie jesteśmy w stanie – głównie z powodów finansowych – zaproponować. Warto zwrócić uwagę, że biblioteki posiadają również audiobooki i książki wydane tzw. „dużym drukiem”.

Co do samej opowieści i jej odbioru, to odpowiem tylko, że o gustach się nie dyskutuje, chociaż przyznam szczerze, że te rozmowy przy naszej bibliotecznej ladzie toczą się codziennie. Mam fantastyczny zespół bibliotekarek, który potrafi doskonale dobrać pozycje nawet dla najbardziej wymagającego czytelnika. To osoby, które potrafią słuchać, poświęcają nawet dodatkowe godziny pracy, aby znaleźć oczekiwane tytuły. Tego podejścia i szacunku do czytelników nie zastąpi żaden nowoczesny sprzęt.

Jaką opowieść i czy w ogóle trzeba taką tworzyć, aby dzisiaj przyciągnąć ludzi do biblioteki?

Ta opowieść nosi tytuł „OTWARTOŚĆ”. Kilka lat temu byliśmy jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą biblioteką w powiecie, która założyła własny fanpage, potem Instagram, kanał na YouTube, a dziś Tik-Tok. W środowisku były nawet pesymistyczne głosy, „po co?”, „odchodzimy od książki” itp. Jednak dziś widzę, że otwartość na media społecznościowe w służbie dla książki, to była właściwa droga.

Nie możemy promować czytelnictwa tylko wśród zagorzałych czytelników. Wybieram trudniejszą drogę dotarcia do „nieczytelników”, których nie spotykamy w bibliotece. Wyjście z książką nawet na stadion buduje obraz czytania, jako atrakcyjnej drogi samorozwoju, relaksu. Zamknięci w jednym kręgu, idziemy drogą nudy. Ja często wybieram wąskie ścieżki pełne tajemnic, przygód i nieoczekiwanych relacji, które budujemy.

„Mężczyzna raczej stroni od bywania w bibliotekach. Trudno mu dogodzić, bo marudny, komfortowy, po prostu facet. Ale bywa też kreatywny, zadaniowy, konkretny. Potrafi mieć pasję i się w niej zanurzyć” – pisze pan w jednym z artykułów w „Poradniku Bibliotekarza” – w jaki sposób udaje się ściągnąć ich do biblioteki?

Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, bo nie prowadzę statystyk, czy w naszej bibliotece mężczyzn jest faktycznie więcej. Na pewno jednak niektóre projekty i działania przyciągały ich do nas w ciągu ostatnich lat i było o nich głośno. Właściwie książki można połączyć z każdą dziedziną życia i hasło „wszystko jest w internecie” łatwo obalić. Może jest tam sporo wiedzy, ale jest rozproszona i wybrakowana, często również trudniej jest się skupić nad tekstem przed ekranem, niż nad książką.

Przykładowo mówię o mężczyźnie, który bywa konkretny… gdy dostrzega nadmiar kilogramów i budzi się w nim chęć powrotu do młodości, zaczyna chcieć np. biegać. W bibliotece jesteśmy w stanie polecić mu konkretną lekturę, gdzie krok po kroku dowie się, jakich błędów nie popełnić, gdzie znajdzie przykładowy plan treningów (np. książki Jerzego Skarżyńskiego). Inna lektura doradzi mu jak nie złapać kontuzji (np. „Być sprawnym jak lampart”).

Gdy wdroży się w bieganie, możemy mu polecić książki, którymi będzie się wspinał na wyższy poziom treningu, poznawał innych autorów, nowe techniki biegania. Proszę mi wierzyć, że nigdzie w internecie autorzy tych metod nie publikują ich w całości. Dlatego powiedziałem, że łatwo obalić mit „w internecie jest wszystko”. To przykład biegania, ale podobnym tokiem można iść w przypadku motoryzacji, budownictwa itp. To „łowienie” mężczyzn do biblioteki opierać się może o pasje. Mężczyźni kochają piłkę nożną, więc dbamy, by u nas był bogato wyposażony dział z książkami w tym temacie.

Kapituła konkursu na Małopolskiego Bibliotekarza Roku 2021, organizowanego przez Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, nagrodziła pana m.in. za to, że „dokonał czegoś zaskakującego: połączył pasję czytania z miłością do sportu, zwłaszcza piłki nożnej”. Czym jest projekt Klub Kulturalnego Kibica?

Chciałem do biblioteki „zaprosić” z kolei moją pasję, jaką jest futbol. Od lat zależało mi na tym, aby zrobić coś, co zmieni postrzeganie polskich kibiców. Sam straciłem kolegę w porachunkach kibicowskich. Przez 25 lat mieszkałem w Krakowie i na co dzień słyszało się o sytuacjach, które nie miały nic wspólnego z pięknem futbolu i prawdziwego kibicowania. Zalążki klubu powstały już w gimnazjum nr 34, w którym pracowałem. Pomysł przeniosłem do dobczyckiej biblioteki, mając na myśli także integrację z biblioteką osób, które raczej nie kojarzą jej z tego typu działaniami.  

Stąd pomysł na Klub Kulturalnego Kibica, do którego może przystąpić każdy. Wystarczy zapisać się na mecz w bibliotece, warto też śledzić fanpage lub zakładkę na stronie, by wiedzieć, kiedy i gdzie jedziemy. Każdy, kto decyduje się na wspólny wyjazd, respektuje regulamin, ma możliwość angażowania się w nasze „lojalnościowe” inicjatywy i zabawy. W 2022 r. klub obchodził 10-lecie, przez ten czas jeździmy wspólnie na mecze Ekstraklasy, czasami reprezentacji Polski. Promujemy literaturę o tematyce sportowej, a także stawiamy sobie za cel promowanie kulturalnego dopingu, panowanie nad złymi emocjami.

Klub kibica, turnieje piłkarskie to tematyka, które nie kojarzy się z działalnością biblioteki. W jaki sposób udaje się panu łączyć te światy?

Świat sportu i świat literatury łączą wspólny mianownik – dla mnie są to emocje. Z książką przeżywamy chwile smutku, uniesień, mamy także podobne odczucia na stadionie. Tak jak mamy znanych piłkarzy, tak mamy słynnych pisarzy, o których pamięć nie ginie. Zachwycamy się utworami literackimi, cytatami, zachwyt budzi w nas również oglądanie pięknych bramek na stadionach. Powstają biografie piłkarzy, książki opisujące stadiony, wywiady rzeki.

Nastąpił ogromny rozwój literatury o tematyce sportowej i to nie tylko poradników. Dzieci i młodzież, która stroni od książek, z pewnością chętniej sięgnie po tę dotyczącą swojego idola, niż po lekturę z dziedziny, która nie budzi ich zainteresowania. Jeszcze bardziej zbliżyłem te dziedziny realizując projekt „Ekstraklasa Czyta”, przeprowadzając wywiady z piłkarzami na temat ulubionych lektur.

Regały uginające się od książek, ich zapach, szuflady pełne indeksów, za biurkami panie bibliotekarki i wolno upływający czas. Pamięta pan takie biblioteki z czasów szkoły średniej lub studiów? W jaki sposób zmieniły się na przestrzeni tych lat?

Pamiętam biblioteki bez wolnego dostępu do półek i panie broniące dojścia do regałów. Dziś biblioteczne przestrzenie są otwarte. W bibliotekach można napić się kawy, spędzać dużo czasu i zupełna cisza wcale nie jest tak pożądana. Znam biblioteki, jak ta w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie powstały specjalne kabiny wyciszające, w niektórych znalazło się miejsce na ściankę wspinaczkową, czy też dział dla dzieci w kształcie zamku, do którego się wchodzi, albo biblioteka w Lublinie, w której jest pełno zieleni.

Pamiętam biblioteki bez wolnego dostępu do półek i panie broniące dojścia do regałów. Dziś biblioteczne przestrzenie są otwarte.

Mógłbym wymieniać wiele przykładów ciekawej adaptacji przestrzeni. Żałuję, że jest jeszcze tak wiele osób, które zatrzymało się właśnie na takim postrzeganiu bibliotek. Nawet do naszej siedziby trafiają jeszcze mieszkańcy, którzy nie dowierzają, że w gminie funkcjonuje biblioteka na tak wysokim poziomie z komfortową przestrzenią. Może za mało się mówi o bibliotekach i ich działaniach w mediach, bo to nie jest chwytliwy temat. Ale cieszę się, bo wspólnie to zmieniamy.

Jaką rolę w społeczności lokalnej powinna odgrywać współczesna biblioteka?

To miejsce promocji szeroko rozumianej kultury, ale też miejsce integracji społecznej – spotkań. „Ciekawe miejsce ciekawych ludzi” – to motto naszej biblioteki, które można rozumieć na wiele sposobów. Biblioteki mogą intrygować przez ciekawe działania. Dziś prowadzone są w nich różnorodne, jak np. proekologiczne, promujące dostępność, powstają przy nich kluby dyskusyjne. To miejsce dla grup sformalizowanych, jak i dla wszystkich, którzy chcą po prostu przyjść i pracować. Polskie biblioteki za wzór obrały te skandynawskie. Nie mamy się dziś czego wstydzić; oferta jest bogata, powstają przyjazne przestrzenie do spędzania wolnego czasu.

Wyzwaniem jest tylko stworzyć w ludziach nawyk zaglądania do bibliotek, stąd coraz częściej lokowane są przy galeriach handlowych (np. Biblioteka Manhatan w Gdańsku), czy też dworcach kolejowych (Skawina, Rumia i inne). Nasza lokalizacja również sprzyja spędzaniu u nas czasu. Sąsiadujemy dosłownie ze szkołą, domem kultury, szkołą muzyczną, przechodząc korytarzem można dojść do włoskiej restauracji, a zjeżdżając windą, wziąć udział w zajęciach sportowych i warsztatach. Ta dostępność i otwartość również w soboty, to wyjście do mieszkańców. Unikamy zamykania biblioteki w długie weekendy, bo właśnie wtedy często wolne mają te zabiegane osoby, które rzadziej do nas trafiają.

Żeby odegrać ważną rolę w społeczności, nie wystarczy piękna wizja i cel zapisany w statucie. Zapisy bywają martwe, a tu trzeba konkretnych działań, by móc nazwać się „Biblioteką pełną ludzi”, czy też „Światem w jednym miejscu”. Celowo wymieniłem tu hasło tygodnia bibliotek i hasło jednego z kongresów bibliotek, by pokazać, że staramy się, żeby nie były to puste słowa.

Analizując te wszystkie aktywności, można wysnuć wniosek, że praca bibliotekarza polega nie tylko na wydawaniu konkretnych pozycji, ale też wymaga sporej gimnastyki, aby zwrócić uwagę na prowadzoną przez siebie instytucję.

Żeby opisać naszą pracę, najłatwiej byłoby zaprosić do nas na kilka tygodni. Mimo wielu działań, nasza biblioteka nie należy do największych, ani nawet do większych. Nie mamy osobnych działów opracowania zbiorów, własnego informatyka na etacie, nawet księgowa pracuje na jedną czwartą etatu, nie mówiąc o tym, że nie ma kadrowego. Bibliotekarze pomagają dobrać lekturę, ale nierzadko zdarza się, że ktoś przychodzi z bardzo wąskim tematem pracy licencjackiej czy dyplomowej i oczekuje, że znajdziemy dla niego nie tyle lekturę na ten temat, co rozdziały w książkach. Mam wrażenie, że czasem pomagamy bardziej niż promotor pracy, a oczekiwania co do naszej wiedzy z wielu dziedzin są duże.

Prowadzimy różne warsztaty, jak np. te z robotami photon, z okularami VR z rozszerzonej rzeczywistości, lekcje biblioteczne i inne zajęcia dla przedszkolaków i starszych uczniów. Obsługujemy ksero, pomagamy w obsłudze komputera, a czasem telefonu, dajemy dzieciom możliwość gry na xbox w kąciku gier, mamy kącik prasowy i kącik zabaw dla dzieci. Przy bibliotece działa też rada społeczna, która wspomaga nas w wielu działaniach – to osoby mocno zaangażowane w pracę naszej placówki przy wielu inicjatywach. Wraz z zespołem piszemy wiele wniosków na dofinansowanie naszej działalności, co też wiąże się z posiadaniem pewnych umiejętności, a przede wszystkim chęci. Rocznie składamy od kilku do kilkunastu projektów na różne działania animujące i edukacyjne. Przede wszystkim chcę podkreślić naszą rolę, jako animatora kultury, jako animatora społecznego.

Powiedzmy sobie szczerze, że zarobki w bibliotekach są bardzo niskie i nie są motywacją do pracy w tym miejscu. Ludzie bibliotek, którzy pełnią tak wiele różnych funkcji, zasługują na to, by o tym mówić i by ich doceniać.

Nie sposób wymienić wszystkie działania. Nie twierdzę, że biblioteka dziś ma obowiązek pełnić tak wiele ról. Podkreśla to raczej jej uniwersalność. Ja mam to szczęście, że pracuję ze wspaniałym zespołem, który kocha to, co robi. Powiedzmy sobie szczerze, że zarobki w bibliotekach są bardzo niskie i nie są motywacją do pracy w tym miejscu. Ludzie bibliotek, którzy pełnią tak wiele różnych funkcji, zasługują na to, by o tym mówić i by ich doceniać.

W jaki sposób zdobywać środki na promocję biblioteki?

Próbować, próbować i jeszcze raz próbować. Przede wszystkim szukać projektów, pozwalać zespołowi realizować własne pomysły i pomagać w tym. Możliwości składania wniosków dla bibliotek jest bardzo dużo. Barierą mogą być środki na wkład własny, możliwości kadrowe w realizacji grantów. Przy radzie społecznej działającej przy bibliotece, powstało stowarzyszenie i z pewnością ułatwia to także współpracę przy realizacji niektórych działań kulturalnych, na które pozyskujemy środki.

Został pan wybrany najlepszym bibliotekarzem Małopolski, w ogólnopolskim finale konkursu na Bibliotekarza Roku zajął pan drugie miejsce. Jakie znaczenie ma dla pana takie wyróżnienie?

Cieszę się, bo to nagroda nie tylko dla mnie. Traktuję ją też zespołowo, bo bez tak wspaniałych ludzi wokół przecież niewiele mógłbym zdziałać. To jest duma i radość, której wcale nie ukrywam. Podkreśla ona niekoniecznie moje zasługi, ale pracę całego zespołu, w tym wyjątkowo otwartym na działania kulturalne środowisku dobczyckim. To jest niesamowite, patrząc na liczebność gminy, jak wiele działa tu organizacji wspierających kulturę i jak wiele jest inicjatyw. Ostatnio głośno było o kładce łączącej zaporę z zamkiem. A ja ośmielę się nazwać bibliotekę kładką do kultury i dobrze, żebyśmy sobie uświadamiali, że człowiek jest złożony, a inwestycje czynione w kulturę, mają także ogromne znaczenie dla rozwoju społeczeństwa.

Ostatnio głośno było o kładce łączącej zaporę z zamkiem dobczyckim. Ja ośmielę się nazwać bibliotekę kładką do kultury, a inwestycje w nią mają ogromne znaczenie dla rozwoju społeczeństwa.

Pracujemy w dobrej atmosferze, a to pozwala mieć ochotę na nowe wyzwania. Przyjacielska atmosfera buduje morale, dlatego to priorytet dbać o komfort psychiczny w pracy. Ten tytuł to takie uwiecznienie dziesięcioletniej pracy w bibliotece, pozwala mi na trochę refleksji, buduje mnie i pozwala patrzeć dalej. Dostaję pytania od rodziny i przyjaciół, jaką kwotę otrzymam za ten tytuł. Żadną. Ale otrzymuję coś więcej, czego nie da się przeliczyć. To satysfakcja, że tak dużo dobra udało mi się zbudować wokół biblioteki przez moją ciężką pracę i kreatywność, której mam podobne duże pokłady. Cieszę się, że dobrze zadbałem o powierzone mi przez laty zadanie i że miałem tyle sił, by robić coś ponad to, co musiałem.

 W tym roku mija dekada, odkąd objął pan stanowisko dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Dobczycach. Co dzisiaj powiedziałby pan Pawłowi Piwowarczykowi, który decydował się na tę pracę w 2012 roku?

Człowieku fajnie, że się podjąłeś. Podziękuj żonie, że cię motywowała. Pamiętaj, nic nie dzieje się przez przypadek i wszędzie można dawać dużo dobra.

Skąd w pana życiu wzięła się biblioteka?

Jeśli mam być szczery, to wzięła się z porażki, bo nie chcę niczego nazywać przypadkiem. Moje pierwsze podejście na studia z filologii polskiej było nieudane i dostałem się na informację naukową i bibliotekoznawstwo, co początkowo uznawałem za porażkę. Po dwóch latach, już z wynikiem stuprocentowym, dostałem się na wymarzone studia. Ukończyłem oba kierunki w trybie dziennym. Dodatkowo dwuletnie studium teologii rodziny na Uniwersytecie Papieskim oraz roczne studium trenera piłkarskiego w Szkole Wyższej Pawła Włodkowica w Płocku. Dodam, że obecnie kończę studia z zarządzania kulturą na Uniwersytecie Jagiellońskim. Tak w skrócie przedstawiłem tę ścieżkę, która pokazuje, że jestem umysłem humanistycznym i bardzo otwartym, co pomaga mi być multidyscyplinarnym na swoim stanowisku i wykorzystywać to.

W 2009 roku zamieszkałem w Dobczycach. Wraz z żoną przedstawiliśmy się gospodarzowi gminy śp. Marcinowi Pawlakowi, opowiedzieliśmy o swoim wykształceniu. W 2012 roku na świat miało przyjść nasze drugie dziecko, mieliśmy problem z tym, by mieć godną pracę. Żona namawiała mnie, bym spróbował się skontaktować z gminą, może wysłać swoje CV. Okazało się, że w tym samym czasie próbował się z nami skontaktować burmistrz, z racji naszego wykształcenia, ale nie miał namiarów. Szukał bowiem kandydata na stanowisko dyrektora biblioteki, który pomoże tej instytucji w przeprowadzce.

Początkowo bywały zabawne sytuacje z racji mojego nazwiska, bardzo tutaj popularnego. Słyszałem wiele historii na temat mojego pochodzenia, przypisywano mi wiele więzi rodzinnych tutejszych Piwowarczyków i wiązano mnie z tej racji z rolą powierzonego stanowiska. A ja byłem kimś, komu zaufał burmistrz, sprawdziłem się i zostałem. To jak mi to wychodzi, ocenić mogą mieszkańcy i współpracownicy. Znam siebie i wiem, że gdybym przestał kochać to, co robię, albo poczuł wypalenie, to z pewnością sam zrezygnowałbym, szukając dla siebie nowej drogi.

Kto wprowadził pana w świat książek?

Nie pamiętam, ale mój świat książek to świat Tolkiena, Narnii, poezja księdza Twardowskiego. Lubię także autorów takich jak H. Coben, S. King. Oczywiście nie mogę zapomnieć o tematyce sportowej – tu jednak zaznaczę, że nie lubię biograficznych laurek. Jeśli miałbym polecić książkę, którą każdy mógłby w tej tematyce przeczytać, byłby to „Mecz to tylko pretekst” M. Kołodziejczyka i A. Werner. Ostatnio mam też postanowienie powrotu do klasyki i czytam „Mistrza i Małgorzatę”. Po takiej lekturze bardzo lubię wybrać się do teatru; mieć swój odbiór dzieła i sztuki teatralnej. Zresztą ten odbiór chłonę także z innej strony, bo od roku jestem aktorem dobczyckiego „Teatru pod Zamkiem”, stąd na nowo odkryłem „Zemstę” A. Fredry.

Jest pan zwolennikiem tradycyjnej książki czy nowoczesnych nośników?

Lubię tradycyjne książki i ich zapach, ale tych nowych również. Trochę jest we mnie dusza romantyka. Moja żona wie, kiedy najbardziej odpoczywam i jestem odprężony. To moment, gdy pochłania mnie lektura i czytam jedną za drugą, dzieląc się z nią refleksjami. Co do nowoczesnych nośników, to pamiętam wiele lat temu, gdy zwiastowano upadek tradycyjnej książki. Tak się nie stało, chociaż obecne ceny papieru na pewno ograniczą jej ilości. Nasz język jest wspaniały, dlatego takie obcowanie z nimi przez czytanie sprawia, że jesteśmy bogatsi. Pełniej żyjemy. 

 

Paweł Piwowarczyk – uwielbia piłkę nożną, pasjonuje go zwiedzanie polskich i europejskich stadionów oraz przeżywanie emocji na żywo. Od 2008 r. koordynuje w Krakowie turniej piłkarski dla dzieci Deichmann Minimistrzostwa.

W 2012 r. założył przy bibliotece w Dobczycach Klub Kulturalnego Kibica. Z grupą dzieci i młodzieży ma na koncie ponad 130 wyjazdów na wydarzenia sportowe, gdzie uczy kulturalnie dopingować, przy okazji promując sportową literaturę. Będąc dyrektorem biblioteki, tworzy projekty łączące kulturę i sport m. in. „Pisarze kontra piłkarze”.

Stypendysta ministra kultury i dziedzictwa narodowego. W 2021 r. zrealizował projekt „Ekstraklasa czyta”, który opowiada o piłkarzach i ich pasjach do czytania oraz przygotował bibliografie literatury o polskich klubach Ekstraklasy. W 2022 r. został Małopolskim Bibliotekarzem Roku, a w rankingu krajowym kapituła przyznała mu drugie miejsce. Jego dewizą życia są słowa ks. Jana Twardowskiego: „Kto kocha, czas zawsze odnajdzie, nie mając ani jednej chwili”.

Artykuł swoją premierę miał w papierowym wydaniu magazynu MiastoInfo:

Powiązane tematy

Komentarze (4)

Zobacz więcej